pragnienie

Mój pierwszy kontakt z komisarzem Harry'm Hole. Nie chciałem zaczynać jego przygód od najnowszej, już jedenastej, części, ale pragnienie przeczytania nowości okazało się silniejsze. Pragnienie by być na bieżąco z tym wszystkim, o czym teraz się mówi. Pragnienie zwyciężyło. W zasadzie to o tym jest ta powieść. O pragnieniach, które każdy z nas ma w sobie, które czasem tłumimy, ale w sprzyjających okolicznościach pozwolimy na ich realizację. Nie będziemy liczyć się z bilansem zysków i strat. Zostanie tylko zaspokojenie pragnienia. Muszą tylko zaistnieć sprzyjające uwarunkowania. Tak niewiele potrzeba by hamulce przestały istnieć.
Hole jest już na zasłużonej emeryturze, ale musi z niej powrócić by po raz kolejny pomóc w śledztwie. Po mieście grasuje seryjny morderca, który za pomocą nietypowej szczęki okalecza swoje ofiary. Dochodzenie musi być przeprowadzone bardzo sprawnie - ofiar przybywa, a śledztwo może mieć wpływ na politykę.

ciasto ze szczypta

Są ludzie, który wierzą w dobroć i magię, taką codzienną. Taką, którą sami tworzymy rozsiewając wokół siebie dobre słowo, dostrzegając innych ludzi i ich problemy. Taki jest właśnie główny bohater - Oscar Dunleav. Chłopak, który z dobroci serca potrafi upiec ciasto jabłkowe tylko po to, by wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. Pewnego dnia chłopiec znika. Właściwie chodzą słuchy, że utonął.
Poznajemy Oskara w momencie, gdy pociesza swoją przyjaciółkę Meg. Dziewczyna przeżywa wyprowadzkę na pół roku na drugi koniec świata. Chłopak sam ma niełatwą sytuację - wychowuje go tata, który po śmierci żony nadal jest załamany; brat jest niepełnosprawny, a teraz jego przyjaciółka wyjeżdża. Jednak jest pełen optymizmu, że nowa sytuacja przyniesie coś dobrego. Pustkę po Meg powoli zapełnia nowa sąsiadka Paloma - dziewczyna, która niestety wplata w tą piękną historię nici kłamstwa, intryg i poczucie bycia gorszym. Wszystko wokół Oskara się zmienia. Psują się jego relacje z Meg. On sam traci swój optymizm, ogarnia go żal, smutek i pustka. Gdy znika, wszyscy wierzą w jego śmierć. Tylko Meg ma wątpliwości i zaczyna poszukiwania...

glebia mankell

„Głębia” to niekryminalna powieść Henninga Mankella, autora znanego m.in. z serii książek o komisarzu policji Kurcie Wallanderze. Akcja „Głębi” ma jednak zupełnie inny klimat, niż przygody tropicieli przestępców w Ystad.
Rzecz dzieje się w czasie pierwszej wojny światowej. Głównym bohaterem jest Lars Tobiasson-Svartman, oficer marynarki wojennej i uznany szwedzki hydrograf, który co jakiś czas otrzymuje od zwierzchnictwa tajne zlecenia do wykonania. Zajmuje się on mierzeniem głębokości dna Morza Bałtyckiego u wybrzeży Szwecji, by kapitanowie okrętów wojennych szwedzkiej marynarki wiedzieli w którym miejscu, w sposób niewidoczny dla wroga, będą mogli wypłynąć w morze bez obaw o to, że ugrzęzną w płyciźnie. Praca Larsa Tobiassona-Svartmana jest jego pasją – odkrywanie nieodkrytego, uaktualnianie map hydrograficznych, wytyczanie szlaków żeglownych, wielotygodniowe rejsy dzięki którym nie musi spędzać czasu w domu… Ponieważ Lars to nie tylko oddany pracy pasjonat. To również mąż, który lepiej czuje się w oddaleniu od żony, Kristiny, wg niego wycofanej, pełnej rezerwy i nudnawej kobiety.
Podczas jednej z ekspedycji, Lars postanawia zwiedzić pobliską wysepkę Halsskär. Ze zdumieniem zauważa małą chatkę, otoczoną zadbanym ogródkiem, co każe mu myśleć, iż uważana dotąd za bezludną, wysepka jest jednak przez kogoś zamieszkana. Okazuje się, iż mieszka tam młoda kobieta, Sara Fredrika, która, odkąd Lars ją zobaczył, staje się jego obsesją.

wiesci

Postanowiłam sobie przy okazji wyzwania choinkowego odświeżyć prozę Williama Whortona. Czytany dawno temu, w licealnych czasach zdumiewał śmiałością, odwagą pisania o - jak mi się wówczas wydawało - wszystkim, co ludzkie, lekko szokował tym, jak wiele z jego życia wkłada do książek. Czy dziś odbieram Whortona inaczej?

"Wieści" to opowieść o Bożym Narodzeniu spędzanym tradycyjnie w młynie we Francji. Jest w nim woda, rachityczne grzejniki elektryczne, kominek, ale też gołe kamienne ściany i brak cywilizacji. Will i Loretta zapraszają na Święta troje swoich dzieci mieszkających już poza domem, bo obecność czwartego dziecka - piętnastoletniego syna - jest oczywista. Każdy z członków rodziny Kellych przyjechał do starego młyna z balastem. Przywieźli ze sobą myśli o sprawach trudnych, lęki, pragnienia, których spełnienia na próżno by oczekiwać, urazy, niepewność. Z tego, co mają ze sobą - a może właściwiej byłoby powiedzieć - w sobie, próbują ulepić dobre, szczęśliwe chwile Bożego Narodzenia. Elementem spajającym rodzinę jest Will Kelly, który z racji swojego zawodowego rozmiłowania w filozofii traktowany jest przez pozostałych członków rodziny nieco pobłażliwie.

nowy jork zbuntowany

Na pozycję przypadkiem trafiłem w małej księgarni. Pobieżne przewertowanie stron sprawiło, że książka musiała trafić na moją domową półkę.
Lubię wszystko co wiąże się z historią Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza z dwudziestym wiekiem.
Prohibicja to temat rzeka - miała uzdrowić amerykańskie społeczeństwo, a paradoksalnie przyczyniła się do rozbudowania mafii, przestępstw przemytniczych, ale przede wszystkim do wielkiej ilości zatruć i śmierci związanych z piciem alkoholu z niewiadomego źródła.

klopot z kobietami

My kobiety mamy słabe ręce, nogi też nie lepsze. Słabo myślimy, zresztą jak już zaczniemy to zawsze spowodujemy jakieś kłopoty. Brak nam "owłosienia geniusza" – czytaj brody. Lepiej w ogóle nie otwierać ust. Stworzono nas byśmy siedziały w domu, możemy szydełkować. Temu jeszcze jesteśmy w stanie podołać.
Brzmi strasznie? Tak, niesprawiedliwie i podle, ale tak przez wieki oceniali nas mężczyźni. I o tym jest też książka Kłopot z kobietami. Autorka w dość malutkiej publikacji, za to pełnej rysunków przybliża nam spojrzenie mężczyzn na świat kobiet. Obraz jest przepełniony "mądrymi" myślami mężczyzn, dość znanych - powiedzmy sobie szczerze, to są postacie, które tworzy historię, które były przyczynkiem do zmian dziejących się w świecie. I okazuje się, że jednak i "owłosieni geniusze" mogą się mylić.

nieobecnosc

Rzadko sięgam po nowości książkowe. Trochę dlatego, żeby nie „zabierać” czytelnikom dostępu do nowych książek, trochę dlatego, że lubię poczytać na spokojnie, w swoim czasie, już bez tej wrzawy wokół, która towarzyszy niektórym premierom. Tym razem zrobiłam wyjątek, a to dlatego, ponieważ zaskoczyła mnie informacja o chorobie świetnej reżyser Magdaleny Piekorz, o której głośno zrobiło się w ubiegłym roku (o chorobie; Magdalena Piekorz jest artystką znaną już od dawna). Wykańczająca walka z boreliozą wyłączyła ją z życia zawodowego i prywatnego na ponad dwa lata, o czym zdecydowała się powiedzieć publicznie, by położyć kres naiwnemu i szkodliwemu podejściu do tej choroby, jakoby nie była ona wcale groźną i trudną do wyleczenia. Idąc za ciosem, po udzieleniu wielu wywiadów w mediach, Magdalena Piekorz, we współpracy z pisarką Ewą Kopsik, napisała powieść zatytułowaną „Nieobecność”. I właśnie po tę książkę sięgnęłam, gdy tylko pojawiła się w Bibliotece. To fikcyjna historia, lecz oparta na przeżyciach i wspomnieniach Magdaleny Piekorz, z najgorszych momentów walki z chorobą.
Autorki opowiadają historię Poli, młodej baletnicy u progu światowej kariery – dziewczyna dostaje w operze wymarzoną solową partię w pierwszej obsadzie, i to w premierowym przedstawieniu. Szczęści się jej również prywatnie, ponieważ poznaje Krzysztofa, z którym dość szybko tworzą udany i zgodny związek. Ale, jak to w życiu, nic nie trwa wiecznie… Pewnego dnia Pola, po powrocie z treningu, zaczyna czuć się źle. Bardzo źle. To, co początkowo wzięła za zwykłe przetrenowanie, było pierwszymi objawami tajemniczej choroby. Mogłabym zdradzić więcej, ale zatrzymam się w tym miejscu. Nie ma sensu mówić o pogarszaniu się stanu zdrowia Poli, o tym, jak walczyła o postawienie prawidłowej diagnozy, o tym, jak zmieniło się życie jej i Krzysztofa. Nie ma sensu o tym mówić, ponieważ chcę, abyście przeczytali tę książkę i sami poznali tę historię. Myślę, że wtedy i jej tytuł – „Nieobecność” – stanie się dla Was zrozumiały. I oczywisty. Bo tytuł ten, wg mnie, jest idealny.

deutsche nasz

„Deutsche nasz” autorstwa Ewy Wanat to przystępne i świetnie dopracowane reportaże o życiu nowych Niemiec i Berlina wielu barw: skóry, wyznania, orientacji seksualnej. Ta książka to opowieść o przepracowanych i nie przepracowanych traumach związanych z Holocaustem, II Wojna Światową, imigrantami oraz współczesnymi uchodźcami. Willkommenspolitik, gastarbeiterzy i ich potomkowie, LGBT i sexwork, a także demokracja, bezpieczeństwo, opieka socjalna – wszystkie ważne tematy, którymi żyją reporterzy, publicyści, socjologowie, politycy i zwykli obywatele. Historie Polaków, Niemców, Turków, Syryjczyków pełne prostych domowych problemów, szukania akceptacji i zrozumienia oraz strachu – przed słowna agresją, pobiciem, deportacją.

trybunal dusz

Po ten tytuł sięgnąłem skuszony twórczością Donato Carrisi, który niedawno nakręcił całkiem udaną Dziewczynę we mgle.
Trybunał Sumienia to tajna kościelna organizacja, której celem jest ściganie morderców, którzy pewni swego uciekają przed sprawiedliwością. Organizacja, której głównym źródłem informacji jest spowiedź. Spowiadają się mordercy, świadkowie, osoby zamieszane - wszyscy naiwnie wierzą, że obowiązuje tajemnica.

"Ja wierzę w istnienie Stwórcy, ale nie wierzę w życie po śmierci. Dlatego czuję, że mam prawo go nienawidzić"

pociagiem historie

Historie bez słów to seria wydawnictwa Zakamarki, w której znajdziemy książki obrazkowe. To dość specyficzne publikacje, gdyż nie zawierają tekstu. Pełno za to w nich obrazków. I to dzięki obrazkom my sami tworzymy własną opowieść. Może w niej być mnóstwo szczegółów, a może być krótka - wszystko dostosowujemy do potrzeb dziecka, dla którego przeznaczona jest historia. Dlatego te książki są uniwersalne.
Tym razem w moje ręce wpadła pozycja o podróży pociągiem. Widzimy lokomotywa z wagonem i kilkoma pasażerami. Na stacjach dosiadają się nowe postacie (ludzie i zwierzęta), pociąg przejeżdża tunelem, polami... Ot zwykła podróż, ale ile w niej zawrzemy zależy od nas.

ta jedna milosc

Już po przeczytaniu kilkunastu stron zaczęłam się zastanawiać, czy lektura tej książki zrobi więcej dobrego niż złego czytelniczkom. Chciałam zrezygnować z lektury, uznałam jednak, że przekonam się, jak bardzo zamysł autorki wpisuje się w obowiązujący - i coraz bardziej potępiany - schemat.

Cztery przyjaciółki. Jedna już zamężna, spodziewa się dziecka, druga właśnie bierze ślub, trzecia dąży ku ołtarzowi mając uroczego mężczyznę obok siebie, a czwarta... No właśnie, czwarta jest nieco nieudana. Solidny związek, jedyny w jej życiu, zawiązała z czekoladą. Dzielnie temuż związkowi kibicuje kanapa, na której Florka zasiada po pracy, by bezrefleksyjnie oglądać seriale, zagryzając a to czekoladką, a to czymś innym słodkim, co jednak w sobie czekoladę posiada. Florka przed samą sobą, a szczególnie w obliczu konieczności wbicia się w piękną suknię na ślub przyjaciółki, przyznaje, ze jest obrzydliwa, gruba, nieatrakcyjna i w ogóle wstrętna. Przyznaje i refleksje zagryza czekoladą. Przyjaciółki widzą męki dziewczyny i postanawiają jej pomóc. Wykupują jej wczasy odchudzające, II stopnia, dla zaawansowanych, pełne treningów, a wiedząc, że jej aktywność fizyczna ogranicza się do docierania do pracy oraz wstawania z kanapy, chcą przed nią ukryć, gdzie ją wysyłają. Upijają Florkę, a gdy ta - pijana, z rozmazanym makijażem i gruba (ta informacja powtarza się wciąż i wciąż, na wypadek gdybyśmy chcieli o niej zapomnieć) - podpisuje zgodę na uczestnictwo w miesięcznym turnusie, nie ma już odwrotu. Przyjaciółki wspierają Florkę duchowo i mentalnie, jedna z nich doradza jej podczas kompletowania garderoby (zdradzając nieco przy okazji, że młoda kobieta nosi rozmiar 46).

co nas nie zabije

Pamiętam, że Trylogia Millenium kiedyś cieszyła się wielkim uznaniem. Świetnie napisana, wielowątkowa saga wciągnęła miliony czytelników na całym świecie. Stieg Larsson nie doczekał sukcesu, zmarł na zawał serca tuż przed wydaniem pierwszego tomu trylogii. To wszystko wie niemal każdy. Millenium okazało się niesamowicie dochodową serią, którą opłacało się kontynuować. W grę wchodziły olbrzymie pieniądze. Wieloletnia partnerka Stieg'a nie chciała kontynuacji, ale w obliczu prawa była dla pisarza obcą osobą. Rodzina, która wygrała batalię sądową, szybko zdecydowała się na kontynuację. Wynajęto pisarza, który bazując na notatkach Larssona, napisał czwarty to sagi. Książka jeszcze przed wydaniem wzbudziła wiele kontrowersji. Początkowo nie planowałem sięgać po ten tytuł, ale po czasie zacząłem sobie zadawać pytanie: dlaczego miałbym tego nie przeczytać? Może jednak warto?

czarnobyl

26 kwietnia 1986 roku nastąpiło rozerwanie i pożar reaktora nr 4 w elektrowni jądrowej. Wielka tragedia, w której bezpośrednio zginęło 31 osób (pracowników), ponad 200 zachorowało na chorobę popromienną. Stworzona także zamkniętą strefę ochronna w promieniu 30 km, ewakuowano mieszkańców - ponad 350 tysięcy ludzi.

Znając historię, dostaje komiks w rękę i mam... pewne obawy czy warto otwierać tą publikację.

Warto. Na pierwszych kartach mamy ogólny zarys historyczny, co mniej wtajemniczonym pomoże zrozumieć zawarte w nim treści, a tym wtajemniczonym przypomną kilka faktów.

Cała publikacja podzielona jest na trzy części. Poznajemy historię "staruszków" żyjących sobie spokojnie na wsi, wspominających córkę mieszkającą w mieście. Żyją spokojnie, opiekując się sobą nawzajem. Widzą wybuch... Martwią się w rodzinę. Gdy przychodzą służby odpowiedzialne za ewakuację mieszkańców, proszą tylko by nie burzyć ich domu. Wracają po niedługim czasie...

zadurzenie

Powieści Eve Ainsworth są zaskakujące. Autorka opowiada o młodych ludziach, takich jak tysiące na naszych osiedlach, na ulicach, w szkołach. Opowiada o nich - takich pozornie zwyczajnych - pokazując to, co może się kryć w nich mrocznego. Na szczęście, uświadamia czytelnikom także to, skąd owo mroczne w młodych ludziach może się brać. I nie, nie jest to zło wrodzone...

Anna i Will pochodzą z niepełnych rodzin. Widują się z daleka, bo on jest dla niej chłopakiem nieosiągalnym, przystojniakiem, za którym oglądają się wszystkie dziewczyny. Gdy pewnego dnia Will zaczyna z nią rozmowę i okazuje jej coraz intensywniej swoje zainteresowanie, problemy domowe dziewczyny stają się mniej ważne, rozmowy z pedagogiem szkolnym irytująco wścibskie, a najlepsza przyjaciółka zazdrośnicą, która nie pojmuje tego, że gdy się kogoś kocha, chce się z nim spędzać jak najwięcej czasu. Anna powoli odsuwa się od wszystkiego i wszystkich, a Will otacza ją coraz większą... Troską? Kontrolą?

pszczelarz z sindzaru

„Pszczelarz z Sindżaru” autorstwa Dunya Mikhail to pierwsza w dorobku poetki i reporterki książka non-fiction. Zapadający w pamięć, niezwykle poruszający zbiór historii ocalałych z terroru ISIS. Pszczoły to niezwykłe stworzenia, bardzo często zajmują się nimi równie niezwykli ludzie. Abd Allah jest tego dowodem. Ten niesamowity człowiek jest świadectwem, że istnieją jeszcze ludzie potrafiący zaryzykować wszystko, aby pomóc potrzebującym. Niezwykłe dokonania Abd Allaha i jego przyjaciół oraz znajomych przeplatają się z przerażającymi wspomnieniami kobiet takich, jak Zuhur czy Hoszjar, zniewolonych przez bojowników Daesz/Państwo Islamskie.
„Pszczelarz z Sindżaru” to książka o strachu i okrucieństwie, a także niesamowitej sile ludzkiego współczucia, solidarności i odwadze.

zawisza czarny

Zawisza Czarny to wzór cnót rycerskich, ktoś na kim można polegać. I taki jest właśnie nasz bohater – dobry, troskliwy i pomocny. I czarny... Naprawdę czarny. Zawisza – wielki czarnoskóry polski patriota podczas swej podróży do Warszawy na mecz polskiej reprezentacji, zostaje wciągnięty w pewną intrygę "prawdziwych patriotów".
I myślicie, że to będzie zwykła historia z przesłaniem? Ja też się nabrałam. Jakub Ćwiek jak zwykle świetnie prowadzi akcję, intryga goni intrygę, aż trudno się oderwać. Przesłanie o patriotyzmie się pojawia, zastanowimy się nad wartościami i nad polskością. Ale fani fantastyki nie będą zawiedzeni – oprócz ironicznego humoru Autora spotkamy też na kartach tej książki tajną warszawską Sieć, taksówkarkę Sawkę oraz korpo-zombi i wielką bitwę niekoniecznie w tle.
Nasz bohater pojawił się już wcześniej w serii o katowickim Dreszczu, ale książki można czytać bez konkretnej kolejności. Za to mój ulubiony Autor (no, dobra jeden z kilku) chyba tworzy nowy panteon herosów. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo zabawa dla Czytelników zapowiada się wyśmienita.

malelicho tajemnica niebozatka

Niebożątko, zwane coraz częściej Bożkiem, to najmłodszy mieszkaniec domu pod uśmiechniętym, acz szczerbatym dachem. Chłopiec mieszka z mamą, wujkami, aniołami, potworami, królikami o różowej sierści, kotką Zmorą, widmami niemieckich żołnierzy i wieloma innymi postaciami, które pomieszkują w domu chwilowo, gdyż dom stanowi - oprócz przystani dla najbliższych Bożkowi - czasową przystań (zwaną pensjonatem) także dla niezwykłych dożywotników.

Bożek z niemowlęcia staje się dziecięciem, z dziecięcia - chłopięciem, zaczyna zadawać pytania, rozwija się, okazuje ciekawość światu i... nie ma kontaktu z rówieśnikami. Zapada wówczas decyzja - wbrew nieśmiałym protestom rodzicielki chłopca i całkiem śmiałym jego samego - Bożek wyruszy do szkoły.

elmer gif

Nie ma chyba osoby, która nie kojarzyłaby Elmera – radosnego słonia w kolorową kratkę. Wystarczy zobaczyć go raz, by zapamiętać na zawsze. Elmer, postać stworzona przez brytyjskiego pisarza i ilustratora Davida McKee, towarzyszy dzieciom na całym świecie już od bardzo wielu lat. W tym roku, wraz z wydawnictwem Adersen Press z Wielkiej Brytanii, obchodzimy trzydzieste urodziny uroczego słonia. To świetna okazja, by starsi przypomnieli sobie przygody Elmera i jego przyjaciół, a młodsi je poznali.

marilyn na manhattanie

 

Urlop w pełni. Jest to czas świetnych wyjazdów, ale też czas czytania. Na wyjazd zabrałem Marilyn na Manhattanie. Książkę kupiłem skuszony ładnym zdjęciem na okładce. Niestety jest to jedyne fajne zdjęcie w tej książce. Książka opowiada o "ucieczce Marilyn z Hollywood do Nowego Jorku. Ucieczka była nie tylko fizyczna, ale przede wszystkim mentalna i częściowo finansowa. Marilyn pragnęła zmienić swój wizerunek, ale nie było to możliwe w ramach obowiązującej umowy z Fox'em - dlatego też postanowiła odciąć się też od wytwórni. Mocno ryzykowne zagranie, ale zakończone pewnym sukcesem. Z książki dowiadujemy się, że Marilyn poszukiwała siebie, a napotkani ludzie okazywali jej niesamowite (ale czy bezinteresowne?) wsparcie.
Sporo miejsca poświęcono ubiorom Monroe, jej nastrojom, sylwetce, a także faktowi, że aktorka lubiła czytać. Jest to powtarzane do znudzenia. Wielką bolączką tej biografii jest niemal całkowity brak fotografii. I nie chodzi tu tylko o Monroe prywatnie, ale także fotografii miasta, miejsc, które odwiedzała, fotosów z planów filmowych, przedruków prasowych, czy też osób z którymi żyła i się bawiła. Jest to wielki brak.

naturalista

 

Kryminał z dużą porcją ciekawostek naukowych. Główny bohater Theo Cray – przedstawiciel dyscypliny naukowej zwanej bioinformatyką, z osobistych pobudek zabiera się za przeprowadzenie śledztwa w sprawie, pozornie oczywistej, przyczyny śmierci młodej pani biolog. Jego wiedza i umiejętność analitycznego myślenia prowadzą go w mroczne rejony lasów Montany. Zachwycające jest to, że śledząc tok rozumowania naukowca, zastanawiałam się stale, dlaczego sama na to nie wpadłam. Opowieścią rządzi niepodważalna logika, jedno wynika z drugiego, a przy tym nie ma mowy o przewidywalności. Idealnie! Dodam jeszcze, że Theo naprawdę da się lubić.