albert albertson

Albert to zwykly chłopiec, przedszkolak, czasami wesoły, czasami smutny, rozrabiający, zadający trudne pytania. Najzwyklejszy dzieciak pod słońcem. Czemu więc warto sięgnąć po książki z tej serii? Bo nasz bohater jest jak inne dzieci – ciekawy świata, ma bujną wyobraźnię, angażuje się we wszystko całym sobą i ma zwyczajne problemy. Nas (Czytelników dużych i małych) zachwycą pomysły Alberta, jego sposoby radzenia sobie z duchami, chłopakami z osiedla, dziewczynami, a nawet nudą.

Seria książek o Albercie Albertsonie powstała w Szwecji w latach siedemdziesiątych. Nie załamujcie jednak rąk – teksty są nadal aktualne, a obrazki urzekają kolorem i prostą formą. Nie są to jednak publikacje o charakterze edukacyjno-wychowawczym, choć można na ich podstawie porozmawiać z dziećmi o Albercie i jego pomysłach. Książki z tej Zakamarkowej serii są ciepłymi, pełnymi humoru opowieściami o przygodach małego chłopca, które ukrzekają całą rodzinę. Przedstawią nam paletę emocji przeżywanych przez kilkulatka i świat dorosłych widziany oczami dziecka.

slowackiego

Postanowiłam zmierzyć się z komiksem. Wiele się o nim ostatnio mówi, więc się dostosuję. Wybrałam opowieść, której akcja, jeśli w tym wypadku można pozwolić sobie na to stwierdzenie, rozgrywa się w Katowicach, w samym centrum miasta i działań modernizacyjnych. Mamy więc do czynienia z Katowicami na chwilę przed nadaniem im postaci, jaką mają obecnie. Chwytam się myśli, że otoczenie kształtuje rzeczywistość, a ta atmosfera mroku i beznadziei, widoczna w każdym kolejnym rysunku, uleciała wraz z ukształtowaniem nowej przestrzeni miejskiej.
W ogólnym zarysie – jest źle, ale może być jeszcze gorzej. Tezę tę potwierdza rysunek, w którym światło pełni jedną tylko funkcję – podkreśla ciemność. Na komiks składają się krótkie egzystencjalne opowieści wyjęte z życia mężczyzny, który próbuje zdefiniować wszystko, co mało ważne, a wszystko co istotne – pozostawia bez analizy. Historie z ulicy Słowackiego i okolic mają w sobie nawet pewną dozę humoru, ale zdaje się, że nie pochodzi on od narratora, ale wynika z kontekstu, z połączenia rzeczy miałkich z ciężką, przytłaczającą atmosferą miasta.
Nie jest to odprężająca lektura, ale można dzięki niej dostrzec wiele wartości. Podnosząc głowę znad książki będziecie pewnie zaskoczeni, że wokół was jest tyle kolorów, że jest tak jasno, ciepło i przytulnie. Ja byłam, zwłaszcza, że mam w zwyczaju czytać owinięta w koc i z kubkiem gorącej herbaty pod ręką.

jest niezwykle

Zanim zaczęłam staż, a później pracę, w bibliotece, nie sądziłam że dzieje się tu tak dużo. Byłam oczywiście czytelnikiem, panie z Filii nr 15 („moja” filia ;) ), a później również i z Filii nr 35 Obcojęzycznej, kojarzyły mnie, ponieważ pojawiałam się u nich dość często. Przychodziłam do biblioteki by poszperać między regałami za czymś ciekawym, z rzadka skorzystałam z internetu (och, jak mnie denerwowały te wolno pracujące komputery!) czy możliwości wydrukowania w kolorze paru stron. Nie zwracałam jednak szczególnej uwagi na to, jakie plakaty wiszą w filiach, jakie ulotki leżą na ladach, czy jakie treści zamieszczane są na stronie internetowej MBP. O istnieniu profilu biblioteki na Facebooku nie miałam pojęcia, ale to też kwestia tego, że nie miałam konta na portalu. Nie brałam udziału w spotkaniach autorskich, bo zwyczajnie nie wiedziałam że takie się odbywają. Biblioteka była po prostu dla mnie wypożyczalnią. A że czasem widziałam jej pracowników gdzieś na mieście, brałam to za jednostkowe wydarzenia, jak np. "jakieś" rozdawanie książek w zamian za przeczytanie fragmentu do mikrofonu (nie do końca wiedziałam o co chodzi, ale oczy mi zabłyszczały na wieść, że całkiem za darmo można dostać książkę. I to jaką się chce!).

lzy bogini
Książka, w której każdy z nas jest głównym bohaterem – my, czytelnicy tworzymy fabułę, to taka papierowa wersja gier RPG. Z krótkiego wstępu dowiadujemy się kim jesteśmy, jakie mamy umiejętności, jakie są zasady gry oraz cel naszej misji – i wkraczamy do akcji. Wybieramy jedną z trzech dróg w azjatyckim mieście, próbujemy namierzyć jednego z trzech złodziei łez bogini. Myślicie, że to łatwe? Otóż niekoniecznie. Musimy w każdym komiksowym okienku dokonywać wyboru, a on pociąga za sobą konsekwencję. Po podjęciu złej decyzji możemy zostać ranni, porwani, spotkać na swojej drodze potwora, a nawet stracić życie. Zmagamy się z gildiami, żebrakami, ukrywamy się w przebraniu, rozwiązujemy zagadki i... I to od nas zależy, czy zwyciężymy w tej grze.

44 scotland street

Alexander McCall Smith jest dobry na wszystko – na niepogodę, chorobę, smutki małe lub większe, ale też na leniwe popołudnie pod kocem. Po prostu – dobry jest i już. Tytułową kamienicę na Scotland Street zamieszkują ludzie zwyczajni – podobni nam. Nadgorliwa matka, przytłoczony aspiracjami matki pięcioletni syn, antropolożka będąca niegdyś właścicielką elektrowni w Indiach, narcystyczny rzeczoznawca nieruchomości, dziewczyna, która potrzebowała sobie zrobić przerwę i mężczyzna, cierpiący na agorafobię.

jezycjadaGdy na początku marca otrzymaliśmy e-mail z zapytaniem, czy nasza biblioteka byłaby chętna do włączenia się w II Ogólnopolskie Czytanie Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz, od razu udzieliłam sobie pozwolenia podjęcia decyzji - tak!!! Oczywiście ostatnie słowo w tego typu sprawach należy do kierownika, ale i moja żywa reakcja, i sentyment do Jeżycjady samej mojej szefowej sprawiły, że ona również zapałała chęcią przyłączenia się do przedsięwzięcia organizowanego przez wydawnictwo Akapit Press. Wiele naszych filii również ochoczo przyłączyło się do akcji i pierwsze "czytania" mamy już za sobą :)
Moja przygoda z Jeżycjadą zaczęła się chyba w '96. Pierwszą książką z serii, z którą miałam do czynienia, była "Kłamczucha", podarowana mi 6 grudnia przez Mikołaja ;). Książkę i parę innych drobiazgów zostawionych przy moim łóżku odkryłam jakoś w środku nocy. Szybko obejrzałam obrazki, przeczytałam kilka zdań, obwąchałam kartki i położyłam się z powrotem, choć długo nie mogłam zasnąć - bardzo chciałam, by był już ranek i bym mogła poznać treść tej pierwszej "dorosłej" książki (teraz myślę sobie, że strasznie grzeczna byłam - korciło mnie niesłychanie, by już, teraz, natychmiast zacząć czytać, a mimo to przytuliłam głowę do poduszki i walczyłam z bezsennością powodowaną entuzjazmem. Straszne!).

kownacka ta od plastusia

Każdy z nas kojarzy Marię Kownacką jako autorkę „Plastusiowego pamiętnika”, ale czy właściwie wiemy o niej coś więcej? Przed Olgą Szmidt postawiono niełatwe zadanie sportretowania polskiej pisarki dziecięcej, o której, mimo upływu 35 lat od jej śmierci, wciąż niewiele wiemy. Biografia Kownackiej opiera się głównie na zapiskach pisarki. Dowiadujemy się z nich o jej młodości, niełatwym dzieciństwie, a także późniejszych wojennych i powojennych doświadczeniach. Kownacka przemilcza jednak wiele spraw i wspomnień o których sama chce zapomnieć.

przez las

Taki mały, niepozorny komiks, który kryje w sobie kilka niespodzianek.
Pierwszą z nich jest bardzo dobre wydanie. Wertując ten album byłem pod wrażeniem soczystości rysunków, w których nie ma zbyt wielu barw. Takie rzeczy cieszą oko. Drugim wielkim zaskoczeniem jest fabuła. Mamy pięć krótkich, strasznych historii, które są adresowane dla młodszego czytelnika. Nie bójmy się tego powiedzieć - jest to komiksowy horror. Nie chodzi o krwawe sceny, które występują, ale przede wszystkim o warstwę narracyjną. Fabuły historii są mocno wieloznaczne i w pewien sposób niepokojące. A może nie one są niepokojące tylko nasze lęki? No bo przecież wszyscy boimy się tego co nieznane w ciemnym lesie, który żyje obok nas. Strach jest w nas głęboko schowany, mamy przecież elektryczność, która nas broni, ale jak jej brakuje to robi się mocno nieprzyjemnie... strach nas ogarnia, a przecież to ten sam las...

pax

„To, że coś nie dzieje się tutaj, nie znaczy, że nie dzieje się wcale.”
Dwaj główni bohaterowie - dwunastoletni chłopiec imieniem Peter i lisek Pax, których łączy nie tylko przyjaźń a znacznie więcej. Książka porusza tematy trudne, które jednocześnie nie zarzucają Czytelnika nadmiarem problematycznych kwestii: wojny, miłości, samotności, samodzielności. Dzięki pojawiającym się w opowieści postaciom pobocznym i wykreowaniu otoczenia – dzikiej przyrody, wszystkie te niebanalne wątki pojawiają się w niezwykle wyważony sposób.
Sara Pennypacker jest cenioną autorką powieści i książek dla dzieci.

zosia z ulicy kociej

Zosia z ulicy Kociej to cykl książek opisujących losy rodziny Wierzbowskich, którzy z Warszawy wyprowadzają się do Łomianek i tam próbują – od najstarszych do najmłodszych – nauczyć się żyć. Narratorem jest tytułowa Zosia, która z właściwym dzieciom dystansem przedstawia pozostałych wchodzących w skład rodziny. Bo też, trzeba Wam wiedzieć, że do grona rodziny Wierzbiccy zaliczają oprócz mamy – ilustratorki nazywanej w domowym zaciszu przedstawicielką Najwyższej Izby Higieny, taty – psychologa i dwóch córek – Zosi i Mani znanej z umiejętności słowotwórczych, siostrę mamy – Malinę, kuzynów, babcie i dziadka, a także zwierzęta, nawet te, które tylko przychodzą do ogrodu.

Oswajanie nowych miejsc, koleżanek i kolegów, przestrzeni, która z każdym dniem staje się coraz bardziej swoja, zajmuje nieco czasu i wymaga pewnej otwartości umysłu. Jednak Tata oraz niezawodna Mania, która – jak sama przyznaje - traktuje słowotwórstwo jako broń, bez kłopotu radzą sobie z wszelkimi wątpliwościami, niejasnościami i ciemnymi chmurami na rodzinnym horyzoncie i entuzjazmem oraz akceptacją okazywaną temu, czego doświadczają, zarażają innych.

przytul bibliotekarza

 


Wszystkie media donoszą, że dziś (1 marca) jest Międzynarodowy Dzień Przytulania Bibliotekarzy. 
Sam nie jestem bibliotekarzem, ale jestem przekonany, że wszystkie bibliotekarki, ale także bibliotekarze chętnie dziś powitają życzliwych czytelników. 
Zatem nie krępujcie się i przytulcie swojego ulubionego bibliotekarza. 

Zapraszamy do filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach. ;) 

zgielk czasu
Powieść stanowi fikcyjną relację z najważniejszych momentów z życia Dmitrija Szostakiewicza – wybitnego rosyjskiego kompozytora, które naznaczyła bezustanna walka z komunistycznym reżimem o życie i wolność twórczą. J. Barnes przedstawia człowieka nieszczęśliwego, bo stale zmuszanego do publicznego zaprzeczania sobie, do wyrażania opinii, którymi pogardzał. Wszystko to rodziło w nim pogardę dla samego siebie. Toczył bezustanne polemiki ze swoim sumieniem, fikcyjne dialogi z zachodnimi idealistami, którzy w swoim poczuciu bezpieczeństwa, oczekiwali od niego poświęceń i ofiary. Jest to zwięzły opis świata, w którym prawda jest dobrem zakazanym, w którym jeden gest, jedno słowo zmieniały aplauz publiczności w falę potępiających spojrzeń i niosły za sobą obezwładniającą groźbę represji. Świat, w którym na porządku dziennym było wyrażanie myśli systemowej ustami ludzi, którzy żyli w ciągłym strachu przed jej przedstawicielami. Jedynym, co trzymało Szostakiewicza przy życiu, była muzyka – należąca do siebie samej – nie do ludu.

szkice piorkiem2

Na temat Andrzeja Bobkowskiego z pewnością można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że był szablonowym twórcą. Zawiedziony kochanek Francji, pisarz, cyklista, chuligan, kosmopolita, księgarz, buntownik, modelarz, marzyciel, narciarz, ekonomista, miłośnik kotów i teatru - to tylko niektóre z określeń jakich można użyć do opisania sylwetki Bobkowskiego. Autor Szkiców piórkiem nie brał udziału w głośnych skandalach, nie wszczynał pijackich awantur w barach, nie spotykał się z cudzymi żonami, nie wzbudzał sensacji ekstrawaganckimi strojami, jak często ma to miejsce wśród artystów. Chociaż podobno zdarzyło mu się pojedynkować na rewolwery o jakąś panią, starał się dawać ujście artystycznym zapędom w inny, wydaje się prostszy sposób. Budził kontrowersje swoimi tekstami, często pisanymi w dosyć ironicznym i sarkastycznym stylu. Był tzw. „niespokojnym duchem”, często się przeprowadzał, jeszcze częściej zmieniał pracę. Przez większą część dorosłego życia szukał swojego miejsca w świecie i wydaje się, że odnalazł je w Gwatemali.

mina dziewczyna ktora igrala z ogniem
Biblioteczne regały to nie tylko książkowe nowości. Na niektórych filiach posiadamy audiobooki oraz komiksy. Ta ostatnia grupa może nie jest zbyt liczna, ale mamy nadzieję, że z czasem zacznie dynamicznie rosnąć. Komiks na nowo pojawia się w naszej przestrzeni. Dziś kilka słów o komiksowym wydaniu Dziewczyny, która igrała z ogniem.

Lisbeth zostaje oskarżona o morderstwo. Policja publikuje jej wizerunek i rozpoczyna obławę. Tylko nieliczni jej bliscy są przekonani o jej niewinności. W redakcji Millenium trwają przygotowania do publikacji serii artykułów na temat handlu żywym towarem, w który jest zamieszane wiele znaczących osób. Pozornie te dwie sprawy nic nie łączy, ale po poznaniu przeszłości Lisbeth nie mamy już tej pewności.
Kompletnie zapomniałem jak dobrymi historiami były książki napisane przez Stiega Larssona. Skomplikowana sieć relacji, motywów sprawiają, że czyta się z zapartym tchem.
Trochę inaczej jest z komiksem, gdybym nie czytał książki to pewnie nie wszystko bym od razu rozumiał.Jest sporo skrótów, niejasnych sytuacji, zaburzeń chronologii. Pomimo znajomości pierwowzoru miałem problem by się we wszystkich kartach połapać. Ilustracje mogłyby być bardziej szczegółowe, ale na plus trzeba zaliczyć odpowiednio mroczny klimat opowieści.
Wszyscy fani Millenium znajdą sporo radości podczas lektury tego albumu. Emocje, znane z książki na nowo odżyły. Polecam.

 

ukochany z piekla rodem

Pod koniec zeszłego roku stworzyliśmy dla czytelników Wyzwanie Czytelnicze – listę 52 literackich wytycznych, do zrealizowania w 2018 roku. Niezłą miałam frajdę w wymyślaniu wyzwań, choć nie wszystkie moje propozycje znalazły się na liście (ach, to ograniczenie do 52 pozycji…). Najwięcej przyjemności sprawiło mi włączenie punktu Książka, której opis cię nie zachęcił – brzmi trochę sadystycznie, bo kto chciałby czytać coś, co kompletnie go nie zainteresowało? Jednak kto sporo czyta, ten na pewno wie, że nieraz zupełnym przypadkiem trafić można na prawdziwe literackie perły. Przyznam, że trochę chciałam czytelników zdenerwować, utrudnić realizację wyzwania, ale jednocześnie zachęcić do zmiany podejścia – czytania tylko tego, co od samego początku wydaje się ciekawe.
Ja Wyzwanie realizuję od 1 stycznia. Kilka punktów mam już za sobą, także i ten, o którym mowa wyżej. Znam swój gust i podejrzewałam, że zachwytów nie będzie, jednak dałam szansę i książce, i autorowi. Alek Rogoziński, „Ukochany z piekła rodem” – już sam tytuł i okładka sprawiły, że poczułam się jak na obcym podwórku. Nie lubię romansideł, nie lubię tandetnych okładek z Shutterstock, nie lubię „szalonych przygód” zakochanych bez pamięci bohaterek w średnim wieku, które nie mogą pogodzić się z tym, że nie są już dwudziestolatkami… Lubię jednak wyzwania, więc sięgnęłam po tę książkę, określaną mianem komedii kryminalnej.

kolekcja nietypowych zdarzen
Większość ludzi gdzieś powinno kojarzyć Toma Hanks'a. To ten miły pan, który dostał ostatnio Malucha, czyli słynnego Fiata 126P. Malucha, który przeszedł kapitalny remont, a wiele jego przełączników zastąpiły elementy starej maszyny do pisania. Tom Hanks kocha te sprzęty i wielokrotnie o tym opowiadał. Tą miłość widać też w jego zbiorze opowiadań. Ten sprzęt (sprzęty) przewijają się w opowiadaniach, ale także ich fotografie ładnie wyznaczają granice pomiędzy historiami. W tej miłości do tego sprzętu jest coś co idealnie pasuje do klimatu opowiadań oraz do samego Tom'a Hanks'a. Jest to pewna niesamowita pasja do życia, zamiłowanie do "małej hisstorii", która przejawia się fascynacją sprzętami użytkowymi, ale także pewnymi ikonami dziecięcych, może młodzieńczych wspomnień. Przede wszystkim jest niesamowita, znów to powiem, fascynacja drugim człowiekiem. Autor w swoich opowiadaniach przypomina, ale nie karcąco, o potrzebie rozmowy z drugim człowiekiem, opowiadania o rzeczach błahych, codziennych, ale dużo mówiących o nas samych. Ludzie nie powinni zamykać się w swoich czterech ścianach, w ekranach - warto spróbować mieć pasję, zainteresowania i pozytywnie otwierać się na drugiego człowieka. Bardzo ładne przesłanie bije z tych historii.

krolowa poludnia

Oparta na faktach opowieść o życiu Meksykanki Teresy Mendozy - zwyczajnej dziewczyny przemytnika, która po śmierci ukochanego staje się niewygodnym świadkiem do wyeliminowania.

Historia jakich wiele w Meksyku? Nie tym razem. Z wyrokiem śmierci nad sobą, Teresa rozpoczyna ucieczkę przed oprawcami. Silna wola przetrwania, niezwykły talent do liczenia, intuicja i umiejętność wyciągania wniosków z przeżytych sytuacji i zawartych znajomości pozwalają jej, typowej postaci trzeciego planu w świecie narkotyków, stać się królową biznesu - największą organizatorką przemytu na Morzu Śródziemnym.

wszechswiat kontra alex woods

Wcale nie trzeba mieć „nastu” lat, żeby zachwycić się książką, która opowiada o perypetiach niezupełnie zwyczajnego nastolatka. Tytułowego Alexa Woodsa poznajemy w dość nietypowej sytuacji, w chwili gdy próbując przekroczyć francusko-angielską granicę zostaje zatrzymany przez celnika za posiadanie marihuany i urny z ludzkimi prochami. A to dopiero początek. Po chwili dowiadujemy się, że będąc dzieckiem oberwał w głowę meteorytem wielkości pomarańczy. Owo bliskie spotkanie z kosmicznym głazem skończyło się śpiączką, a później nieuleczalną epilepsją, która w nieoczekiwany sposób wpłynie na dalsze życie naszego bohatera. Alex nie mogąc po wypadku prędko wrócić do szkoły, całe dnie poświęca na czytanie i szukanie odpowiedzi na stawiane sobie pytania dotyczące życia, wszechświata i istnienia. Kiedy w końcu, jego zdrowie pozwoli mu na powrót, staje się szkolnym wyrzutkiem, odstającym od swoich rówieśników. Nie jest zaskoczony takim obrotem spraw, sam nawet stwierdza: “Pariasi są ludźmi wykluczonymi z własnej społeczności, a jeśli wiecie to w wieku dwunastu lat, prawdopodobnie sami zasilacie ich szeregi”. Za sprawą przypadku Lex zaprzyjaźnia się z Panem Petersonem, staruszkiem, który odmieni jego życie na zawsze…

 ksiazka bez obrazkow

Czy w dobie kultury obrazkowej może zaciekawić nas coś, co nie jest obrazem? Książka bez obrazków? Tak, bo to świetna książka do wspólnego czytania przez dorosłego – dziecku. Przed czytającym postawiono nie lada wyzwanie, którym wcale nie jest brak obrazków a zabawa słowem. Najtrudniej bowiem przeczytać ją pierwszy raz, bo i pojawia się pewien dyskomfort w czytaniu śmiesznych, naprawdę śmiesznych słów a i dziecko jest nie przekonane do czytania książki bez obrazków. Przy drugim czytaniu dochodzimy do profesjonalizmu w czytaniu każdej litery, modulując głos, robiąc ciekawe miny, czy też śpiewając, podczas gdy młody słuchacz jest spragniony kolejnej powtórki.  Książka kryje w sobie prostotę a jej mechanizm jest genialny. Poprzez wypowiadanie dziwacznych dźwięków sprawiamy, że czytanie wcale nie jest nudne.

siedemnascie milych pan
Kobiety sportretowane przez autorkę są miłe inaczej. Owszem niektóre, jak Edna, wydają się być ideałem teściowej - która się nie wtrąca i jest zapobiegliwa, inne dążą do perfekcjonizmu, a inne jeszcze - chcą dbać o czystość przedmałżeńską swoich córek.

Każda z siedemnastu pań reprezentuje cechy, które stereotypowo uznaje się za kobiece - religijność, troskę o dobre wrażenie, ofiarność, bycie doskonałą kochanką i oddaną matką. Jak się jednak okazuje, gdy przyjrzeć się temu przez pryzmat postaci stworzonych przez Patricię Highsmith, owe zazwyczaj pożądane i wykształcane przez przodkinie i społeczeństwo u kobiet zachowania, mogą nie być błogosławieństwem a utrapieniem.

Autorka w udany sposób wyłuskała sedno z codzienności i oblekła je w ciało odpowiadające stylistyce swych opoweści. Wobec takiego zabiegu z portretów miłych pań wieje grozą i czytelnik ma prawo czuc się zaniepokojony - wszak - jak już wspomniałam - owe miłe panie stanowią skomasowane bycie "miłą", które w takim nasileniu przeradza się w coś zupełnie innego.