Ja cię kocham a ty miau Mat. Grupa Wydawnicza Foksal

 

„Ja cię kocham, a ty miau" Katarzyny Bereniki Miszczuk to zabawna historia kryminalna, w której narratorem jest kot. Pulchny, dumny i - w swoim mniemaniu - odważny, brytyjski kot krótkowłosy o imieniu Lord. Wraz z opiekunką, Alą, trafia do pięknego, bogatego i odludnego domu, w którym kobieta - w towarzystwie dziewięciorga innych artystów - ma zawalczyć o spadek po ekscentrycznym właścicielu posiadłości.
Na kilka pytań dotyczących najnowszej powieści, twórczości oraz tego co w życiu najważniejsze odpowiada autorka, Katarzyna Berenika Miszczuk.
Pytała: Monika Badowska

Wywiad z pisarką

Katarzyna Berenika Miszczuk Mat. Grupa Wydawnicza Foksal

Monika Badowska.: Od Pani debiutu mija kilkanaście lat, a w Pani dorobku literackim aż iskrzy się od powieści różnorodnych tematycznie. Jak się Pani czuje wkraczają na nieco inny od poprzedniego literacki trop? I skąd te zmiany? W jakiej konwencji powieściowej czuła się Pani najlepiej?

Katarzyna Berenika Miszczuk: Wiele lat temu stwierdziłam, że chcę spróbować swoich sił w każdym możliwym gatunku. Teraz już wiem, że jest to raczej niemożliwe i że są gatunki, których na razie „nie czuję". Moja najnowsza powieść „Ja Cię kocham, a Ty miau" to komedia kryminalna. Napisałam już przed laty kryminał („Pustułka"), a elementy komediowe zawieram praktycznie we wszystkich swoich powieściach. Jednak dopiero teraz dodałam sporą dawkę komedii do klasycznego kryminału. Od prawie roku jestem na urlopie macierzyńskim, przez co znacznie więcej czasu zaczęłam spędzać w domu. Miałam dzięki temu okazję nadrobić trochę zaległości książkowych, a także przyjrzeć się dokładnie codziennemu życiu moich dwóch kotów. Można powiedzieć, że to one mnie zmotywowały do napisania tej powieści.
Ciężko mi powiedzieć, w której konwencji powieściowej czułam się najlepiej. Piszę tylko to, co w danej chwili sprawia mi przyjemność.

M. B.: „Ja cię kocham, a ty miau” to komedia kryminalna - czyli ponownie nowa literacka droga. Czy trudno było się przenieść z serii "W lekarskim fartuchu" do owszem kryminału, ale w bardzo żartobliwej formule?


K. B. M.: Nie, nie miałam z tym problemu. W serii „W lekarskim fartuchu" także starałam się przemycić odrobinę humoru, głównie sytuacyjnego. W „Ja Cię kocham, a Ty miau" wreszcie nie musiałam się pilnować, żeby nie dać tego humoru za dużo.

 

M. B.: W podziękowaniach wspomina Pani swoje dwa koty, które posłużyły stworzeniu postaci Lorda, dostojnego brytyjczyka. W jaki sposób Misza i Shushi trafiły do Pani życia?


K. B. M.: Mój mąż jest strasznym kociarzem. W jego domu zawsze był jakiś mruczek. Kiedy wspólnie zamieszkaliśmy tęsknił za posiadaniem futrzastego milusińskiego. U mnie nigdy nie było zwierząt ze względu na alergię u mojej mamy i u mnie. Kotkę Miszę przygarnęliśmy po długich rozmowach. Mieliśmy plan awaryjny, gdyby moja alergia na kocią sierść nie pozwoliła mi funkcjonować. Na szczęście posiadanie kota zadziałało jakimś cudem jak odczulanie. Teraz objawy pojawiają się tylko wtedy, gdy wyjadę na dłużej i tracę kontakt z naszymi futrzakami. Przez pierwsze dwa dni po powrocie mam trochę spuchnięty nos. Później długo nie wytrzymaliśmy tylko z jednym kotem. Niecałe dwa miesiące później przygarnęliśmy Sushiego. Nie chcieliśmy, żeby Misza była samotna, kiedy wychodziliśmy oboje do pracy. Niestety koty się nie pokochały. To relacja: „żyć z tobą nie mogę, ale bez ciebie jest jeszcze gorzej". Nie ma u nich mowy o wzajemnym wylizywaniu pyszczków, jest raczej wieczna rywalizacja. Współpracować umieją ze sobą tylko wtedy, kiedy chcą zdobyć coś do jedzenia. Niemniej cel został osiągnięty. Nie nudzą się, kiedy nas nie ma.

 

M. B.: Fabuła powieści osnuta jest wokół dość interesującego konkursu: bogaty kolekcjoner sztuki zaprasza do swojego bardzo odosobnionego dworu dziesięcioro artystów wśród których, na podstawie ich prac wykonanych podczas pobytu u niego, wyłoni spadkobiercę. Jak Pani to wymyśliła?:)


K. B. M.: Lubię kryminały, których akcja dzieje się w zamkniętych przestrzeniach. Najlepiej bawię się typując mordercę wśród ograniczonej liczby bohaterów. Chciałam stworzyć powieść, w której każdy mógłby być mordercą. Początkowo wahałam się pomiędzy hotelem, a starym dworkiem. W końcu zdecydowałam się na dworek.

 

M. B.: Pani powieść trafia do czytelników w trudnym momencie. Czy wobec tego "Ja cię kocham..." nabiera jakiegoś dodatkowego znaczenia, niesie ze sobą inne niż planowane wcześniej przesłanie?


K. B. M.: Nie planowałam ogólnopolskiej kwarantanny podczas premiery :) Trochę mnie ona martwi, ponieważ boję się, że książka nie trafi do wszystkich czytelników. W końcu księgarnie i biblioteki są obecnie zamknięte, a nie każdy lubi kupować książki przez Internet. Na pewno niechcący trafiłam konwencją powieści do naszej obecnej sytuacji. Bohaterowie „Ja Cię kocham, a Ty miau" są zamknięci w odosobnionym dworku. My jesteśmy teraz zamknięci w naszych domach. Tam czaił się tajemniczy morderca, a my z kolei jesteśmy narażeni na niewidzialnego wirusa. Pozostaje mi tylko trzymać kciuki, żebyśmy wyszli z tego cało jak bohaterowie mojej książki (ale nie powiem którzy bohaterowie!).



Wywiad przeprowadziła

Monika Badowska

monika badowskaAutorka istniejącego od 2006 roku bloga prowincjonalnanauczycielka.pl, z którego dowiedzieć się można o czytaniu, książkach, pisaniu, o tym, co warto i z kim poczytać oraz o zwierzakach, bez których dom staje się nudny.
Pasję związaną z czytaniem i poznawaniem literatury połączyła z życiem zawodowym.
Czyta dużo i eklektycznie. To czy książka jest papierowa, czytana przez lektora, czy stanowi – jak pisał Stanisław Lem – kryształki z utrwaloną treścią, nie wpływa na przyjemność jaką odczuwa podczas obcowania ze słowem.
Różnorodnie aktywna sportowo. Prowadzi dom tymczasowy dla malamutów i kociąt. Ceni życie w każdym z jego przejawów; jest weganką.