twarze afryki okladka

Niełatwo jest napisać recenzję książki nijakiej, a taką właśnie jest publikacja Jerzego Machury „Twarze Afryki”. Rozumiem, że równie niełatwo jest napisać książkę, nawet, gdy potrzeba jej stworzenia jest niezwykle silna. Są jednak takie tytuły, które nie muszą się ukazać (chciałam początkowo napisać „nie powinny”, ale wydało mi się to zbyt mocne). Wyżej wspomniany tytuł, to przykład na to, jak nie pisać książki podróżniczej.
Nie wiem od czego zacząć – od nikłej objętości? 109 stron, z czego 30 zajmują zdjęcia. Nie sposób dostrzec tę książkę na półce, ginie wśród innych. Ktoś powie – nie objętość się liczy, a zawartość. Owszem, ale i tu jest słabo.

Biała kobieta rozdaje cukierki
Przyjrzyjmy się najpierw zdjęciom, bo przecież w książkach podróżniczych są one równie ważne jak tekst, a szybciej się z nimi można zapoznać. Niestety, część zdjęć jest kiepskiej jakości (mury Mombasy, przez które nie wpuszczono niegdyś Vasco da Gamy), część z nich jest źle wykadrowana (Morani w charakterystycznym śpiewie; chłopiec sprzedający cukierki), a część jest zwyczajnie niesmaczna – nie rozumiem dlaczego autor uznał, że zdjęcie podpisane „Biała kobieta rozdaje cukierki. Czy wystarczy dla wszystkich?” warto opublikować. I warto zrobić… Oto biała kobieta w okularach, ze złotym łańcuszkiem na szyi, rozdaje afrykańskim dzieciakom cukierki. A dzieciaki tłoczą się, wyciągając ręce. Obrazek jest straszny. Podobnie jak zdjęcie zamieszczone poniżej – dwóch chłopców otwiera cukierki, a dziewczynka pokazuje swój do obiektywu, z miną, którą ja odczytuję jednak inaczej, niż autor – „Mam, dostałam!”… Niesmaczne to bardzo i, w moim odczuciu, hołdujące stereotypom. Biały człowiek przyjeżdża do biednej Afryki, jest bogaty (okulary, złoty łańcuszek), rozdaje więc „wspaniałe prezenty”. Można dostać po cukierku! Ale trzeba się ustawić w kolejce, swoje odczekać, zasłużyć. Nie lubię takich scenek, odrzucają mnie. Jest jednak kilka fajnych zdjęć, takich „typowo afrykańskich” – słonie, nosorożce, zebry. twarze afryki Prezenty od białej kobietyjpg

Fotografie obejrzane, pora na tekst. I tu, niestety, ja mam z tą książką problem. Ponieważ nie jest bardzo zła, skandalicznie zła (z jednym wyjątkiem, ale o tym na końcu), nie jest też absolutnie dobra. Ona jest nijaka. Rozdziały w „Twarzach Afryki” były pierwotnie, w znacznej części, tekstami publikowanymi w prasie. I tam, wg mnie, powinny pozostać. Jako krótkie artykuły do przeczytania przy porannej kawie, jeśli kogoś zainteresują. Książki one nie stworzyły, nie poczułam nawet zalążków klimatu Afryki – autor po każdym temacie się ledwie „prześlizguje”, nie daje nam szansy wczuć się w atmosferę Czarnego Lądu, zarówno tę miejską, jak i plemienną czy należącą do zwierząt. Poznajemy tylko coś na kształt „wstępu” do właściwego tematu, a to zdecydowanie za mało. Brak tu tego czegoś, co udowadnia, że autor faktycznie jest podróżnikiem, znawcą, pasjonatem historii, kultury i sztuki Czarnego Lądu (jak możemy przeczytać na okładce książki). Mam wrażenie, jakbym czytała wspomnienia przeciętnego turysty, takiego, który coś faktycznie wie, a czego nie wie to przemilczy lub po swojemu zinterpretuje. Tu nasuwa mi się niebezpieczna myśl – skoro tak, to co stoi na przeszkodzie, by każdy z nas napisał książkę? Zabronić nikomu nie można, oczywiście. Ale warto przemyśleć, czy napisanie i wydanie książki nie ma aby na celu głównie zaspokojenia własnej „chętki”...Afrykańskie słonie

Lubię książki podróżnicze, traktujące o innych kulturach, które budzą we mnie chęć odwiedzenia miejsc i spotkania ludzi, o których czytam. Miałam szczęście przeczytać trochę takich „mobilizujących” książek, a jestem typem podróżnika „palcem po mapie”, najlepiej czuję się w domu. Książka Jerzego Machury ani mnie nie zachęciła do Afryki, ani mnie do niej nie zniechęciła. Co uważam za jej wadę, ponieważ nie lubię nijakości. Niech coś sprawi, że podskoczę z zachwytu! Niech spowoduje, że rzucę talerzem o podłogę! Niech wywoła we mnie emocje! W mojej rodzinie to normalne, że są emocje, że aż kipi, to taki południowy temperament. I tego szukam, tego potrzebuję. Jeśli lont sam gaśnie, czuję się fatalnie. Tutaj tego nie ma, lont zgasł, autor mnie oszukał. Miały być „twarze” Afryki, różne – piękne, brzydkie, młode, stare, wiele ich… Są tylko dwie, które faktycznie mnie zaintrygowały. To dwóch Polaków z pokolenia „dzieci Andersa”, których kręte ścieżki życiowe, choć nigdy się nie przecięły, najpierw zawiodły obu na Sybir, a następnie do Afryki. Bohaterowie, Antoni Kirschke i Zbigniew Trzebiński, to fantastyczne twarze Czarnego Lądu. twarze afryki Polskie twarze AfrykiIch historie bardzo mnie zainteresowały. I to są teksty, które warto poszerzyć i publikować! (pierwszy ze wspomnianych panów był kierownikiem budowy Hali Ludowej, znanej dziś jako Dom Muzyki i Tańca w Zabrzu, drugi z kolei zaprojektował blisko 30 hoteli na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego – ciekawe, prawda? :) ).
Pozostałe „twarze” są nijakie, to jedynie migawki, jak patrzenie z okien autobusu na przechodniów. Patrzysz na nich, ale nic nie znaczą, są tylko cząstką anonimowego tłumu, która zaraz zniknie i zostanie zapomniana, a ty odjedziesz i będziesz spoglądać na kolejne. I tak to w książce Jerzego Machury wygląda. Nikt tutaj nie pojawia się jako ktoś więcej niż jednorazowy „przebłysk”. Niejaki wyjątek stanowi dwukrotne wspomnienie o tym, że starsze białe kobiety przyjeżdżają do Kenii, by uprawiać seks z młodymi czarnoskórymi mężczyznami, a także dwukrotne podkreślenie, że przewodnik wycieczki, Kenijczyk Ed, jest grubasem… Nie trzeba pewnych rzeczy pisać więcej niż raz.
Na koniec muszę wspomnieć o jeszcze jednym rozdziale, zatytułowanym Zemsta „Małej Czarnej” z dopiskiem „zasłyszane”. Nie będę go streszczać, powiem jedynie, że przywołuje na myśl pamiętny obrzydliwy rechot Andrzeja Leppera, dziwującego się niesłychanie, że prostytutkę można zgwałcić… Ten tekst to szczyt rasizmu, mizoginii, uprzedmiotowienia, powielania obleśnych stereotypów. Nie wiem dlaczego w ogóle powstał, dlaczego autor wpadł na pomysł, by go dołączyć do książki. Dlaczego nikt, zanim książka została oddana do druku, nie zaprotestował?! Rozumiem, że „twarze” Afryki, jak każda „twarz”, są różne. Ale nie dawajmy przyzwolenia na pewne zachowania, zduśmy je w zarodku, nie pozwólmy, by się rozrastały. Zemsta „Małej Czarnej” to gwóźdź do trumny tej książki.

twarze afryki Zły los kazał nam urodzić się w Europiejpg twarze afryki Żądza safari

Metryczka książki


Tytuł: Twarze Afryki
Autor:Jerzy Machura
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2019
Gatunek: literatura podróżnicza

Notka o autorze

Antonina Szymitowska

antonina szymitowskaSkandynawskie mroczne kryminały to Antoniny zdecydowany #1, ale chętnie sięga również po inne powieści kryminalne oraz literaturę iberoamerykańską, niekoniecznie przepełnioną grozą i zbrodnią.
Lubi czytać po angielsku i hiszpańsku.
Lubi też wschodnie sztuki walki, skandynawski black metal, castellano rioplatense, upalne lato, spaghetti…
Nie lubi, gdy jej imię zdrabnia się Tosia lub Antosia. Od 2004 roku nie je zwierząt, ale nikogo do wegetarianizmu nie namawia.
To właśnie spod jej klawiatury wychodzi zdecydowana większość tekstów, które czytacie na naszej stronie.