ant czyta

 

W pełni świadoma tego, że rok jeszcze się nie skończył, a przede mną wciąż kilkanaście książek do przeczytania, postanowiłam mimo to przygotować mały ranking literacki. Mały, bo obejmuje ledwie wycinek tego, co przeczytałam od początku roku, ale za to „udział w nim biorą” książki, wobec których wiązałam coś na kształt nadziei. To nie tylko nowości – także tytuły, które istnieją już od dawna, ale ja jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z nimi.
To te książki, po które sięga się z niejako większymi oczekiwaniami (co te oczekiwania powoduje, to już inna sprawa). I w ten właśnie sposób sporządziłam mój mały ranking książek, które zasługują na pozytywną i negatywną ocenę.
Zaczynam od „plusów”, czyli tych książek, które bardzo mi się spodobały i po których przeczytaniu zdarza mi się mówić „o kurczę…”, „uuuu” albo „ale książka…!”. Jeśli jesteście ciekawi co mnie zachwyciło, a co zraziło, zapraszam do lektury :) (kolejność przypadkowa, wszystkie tytuły dostępne są w naszej Bibliotece).

#1 Na plus zdecydowanie zasługują dwie nowości Jo Nesbø – „Makbet” i „Nóż”. Być może oślepia mnie uwielbienie, jakim darzę Norwega, ale zwyczajnie zachwyca mnie każda jego powieść. On po prostu nigdy mnie nie zawiódł literacko.
#2 Na pochwałę zasługuje Tomasz Pindel za książkę „Za horyzont. Polaków latynoamerykańskie przygody”. Nie tylko dlatego, że czuję silną więź z Argentyną; głównie dlatego, bo to świetnie napisane reportaże o życiu potomków polskich emigrantów w Ameryce Łacińskiej. Nierzadko zwykłe to życie, ale opisane tak, że chciałoby się poznać bohaterów osobiście.
#3 Słowa uznania należą się również Kimberley Brubaker Bradley, za powieść dla młodzieży „Wojna, która ocaliła mi życie”. Tak bardzo spodobała mi się ta pełna emocji książka, że chciałam ją dla Was zrecenzować. Jednak porzuciłam ten pomysł, gdy koleżanka z działu, Ania, powiedziała, że chciałaby napisać pierwszą swoją recenzję i by była to recenzja „Wojny…” właśnie. Jako, że ja już napisałam sporo tekstów, przystałam na to. Niestety, z jakiegoś powodu Ania nie napisała jej, więc prawdopodobnie nawet pojęcia nie macie o istnieniu tak świetnej książki. A to źle. Ania, pisz!
#4 Doskonały meksykański kryminał „Nie przysyłajcie kwiatów” pióra Martina Solaresa. Brutalna akcja, która wciągnęła mnie od pierwszych stron, zawiła fabuła, która nie pozwalała ani na chwilę odpłynąć myślom na inne tory. Zaskoczyła mnie tym, a to poczytuję sobie za duży plus.


#5 O Ku Klux Klanie oczyma polskiej reporterki Katarzyny Surmiak-Domańskiej. W stylu, który ja odbieram za niemal uroczy, autorka obnaża tępotę członków KKK i całej tej, przepraszam, bzdurnej organizacji. Niemniej, bardzo boli świadomość okrucieństwa, jakiego od lat dopuszczają się klansmeni i ich sympatycy. Rewelacyjny reportaż. („Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość”).
#6 Ta książka, w tym miejscu, to zaskoczenie dla mnie samej. Nadzieją, jaką pokładałam w tej powieści, było po trochu jej obśmianie (przyznaję otwarcie), po trochu zrelaksowanie się. Udało się jedynie w połowie – „Ptaki ciernistych krzewów” odprężyła mnie niesamowicie! Romansidło, ale tak ciekawie napisane, że powieści Colleen McCullough będę bronić przed dyskryminacją. Naprawdę jest to książka, w której wielowątkowość i ładny język przesłaniają znany powszechnie (głównie za sprawą serialu) motyw romansu młodej dziewczyny i księdza. Zaręczam! :)
#7 Mariusza Szczygła „Nie ma” przeczytałam w czerwcu, a więc na długo przed tym, jak uhonorowany został za tę książkę Literacką Nagrodą Nike. Wybór zwycięzcy ucieszył mnie tym bardziej, że „Nie ma” to wg mnie jeden z najciekawszych zbiorów reportaży tego autora. Teksty zapadają w pamięć, nie pozwalają szybko wyparować z myśli. To jedna z tych książek, których czytanie chce się dozować, by zbyt prędko nie skończyć.
#8 Lubię reportaże z Ameryki Łacińskiej, więc chętnie sięgnęłam po „Wszystkie zajęcia Yoirysa Manuela” autorstwa Adama Kwaśnego. Zaintrygował mnie tytuł, ale teksty wręcz porwały. Niemal czułam, podczas lektury, obecność kubańskich bogów, ich moc. Pięknie napisana książka.
#9 Nie do końca ze względu na formę (nie lubię takich obyczajówek), ale zdecydowanie ze względu na poruszony temat, daję + Magdalenie Piekorz i Ewie Kopsik za powieść „Nieobecność”. Ta zainspirowana prawdziwymi przeżyciami M.P. książka, stanowi ważny głos w uświadamianiu powagi, z jaką należy traktować groźną chorobę zakaźną jaką jest borelioza.
#10 Maciej Wesołowski i „Café Macondo. Reportaże z Kolumbii”. Uzasadnienie? Jak w #8, ale bez kolumbijskich bogów ;) Jest ta atmosfera, ten latynoski temperament.
#11 Za odwagę szczerości i tytaniczną wręcz pracę, należą się francuskiemu reportażyście Frédéricowi Martelowi słowa uznania i wielkie brawa. „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” to głośne wypowiedzenie tego, o czym od lat szeptano w kuluarach. Myślałam, że w temacie hipokryzji Kościoła Katolickiego nic nie jest już w stanie mnie zaskoczyć, zdziwić. A jednak! Książka wstrząsająca, tym bardziej, że to wszystko dzieje się tu i teraz, tuż za naszymi drzwiami…
#12 Podobnie jak u Mariusza Szczygła, książkę Aleksandra Kaczorowskiego „Ota Pavel. Pod powierzchnią” przeczytałam, zanim autor, pokonawszy autorów 40 innych biografii, nagrodzony został Juliuszem 2019. Rewelacyjnie napisana biografia czechosłowackiego pisarza Oty Pavla, dzięki której zainteresowałam się jego twórczością. Czyta się to właściwie jak powieść, jednym tchem.
Ps. Z ojca Oty był niezły numer! :D
#13 No i sam Ota Pavel i piękna, podejmująca trudne tematy, choć tak delikatna „Śmierć pięknych saren”. Dawno nie czytałam tak wzruszającej książki. Powinna być lekturą szkolną, zdecydowanie.
#14 „Szklany klosz” Sylvii Plath to powieść na poły biograficzna. Przebija się z niej bezgłośny krzyk rozpaczy, tym bardziej dojmujący, gdy ma się świadomość, że miesiąc po publikacji książki autorka popełniła samobójstwo. Depresja, choroba afektywna dwubiegunowa i inne zaburzenia psychiczne to bardzo poważne, straszne choroby. Tytuł „Szklany klosz” oddaje ich istotę idealnie…

Na koniec mojego rankingu zostawiłam dwie książki, które były najprzyjemniejszą, najciekawszą lekturą w tym roku. To „Dziki” Guillermo Arriagi i „Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi” Tomasza Michniewicza. Nic nie powiem (no ok, „Dzikiego” zrecenzowałam, jest tutaj…), musicie sami po te książki sięgnąć i je poznać. Są rewelacyjne, 10/10, nie umiałam się z nimi rozstać!
Bardzo się cieszę, że na powieść Arriagi trafiłam przypadkiem (skusiła mnie okładka, przyznaję… Ale i tak pierwsze strony od razu mnie zaintrygowały), a reportaże Michniewicza poleciła mi Ania (ta, która nie napisała recenzji ;) ). Jej z kolei książkę tę zarekomendowała kierowniczka jednej z naszych filii, a więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko podziękować dziewczynom i powiedzieć, że bardzo, bardzo dobrze jest mieć bibliotekarki i bibliotekarzy za koleżanki i kolegów. Wierzcie mi, wiem co mówię! ;)

To już koniec rankingu „plusów” moich tegorocznych lektur. Ranking „minusów” pojawi się niebawem. Jestem ciekawa, czy zaskoczą Was moje „niezadowolenia” czytelnicze. A będzie pewnie parę niespodzianek ;) Idę czytać, pa!

Notka o autorze

Antonina Szymitowska

antonina szymitowskaSkandynawskie mroczne kryminały to Antoniny zdecydowany #1, ale chętnie sięga również po inne powieści kryminalne oraz literaturę iberoamerykańską, niekoniecznie przepełnioną grozą i zbrodnią.
Lubi czytać po angielsku i hiszpańsku.
Lubi też wschodnie sztuki walki, skandynawski black metal, castellano rioplatense, upalne lato, spaghetti…
Nie lubi, gdy jej imię zdrabnia się Tosia lub Antosia. Od 2004 roku nie je zwierząt, ale nikogo do wegetarianizmu nie namawia.
To właśnie spod jej klawiatury wychodzi zdecydowana większość tekstów, które czytacie na naszej stronie.