my superimigranci

Emilia Smiechowski wyjechała z Polski będąc dzieckiem, więc jej emigracja była emigracją nieświadomą. Pewnego dnia, pod pretekstem odwiedzin wakacyjnych u wujka, rodzina wyruszyła w poszukiwaniu lepszego życia.
Rodzice napominali córki, by pilnie poznawały język niemiecki, wkraczały w kulturę, społeczność, tak, by jak najmniej było w nich widać polskości. Tytułowi superimigranci są właśnie tacy - wtopieni idealnie w społeczność w jakiej zdecydowali się żyć, kultywujący tradycje od najprostszych dotyczących dań na stole i kanapek do szkoły, po te nieco bardziej związane z wątkami narodowościowymi. Autorka podkreśla, że odrębność jej rodziny dotyczyła głównie obecności w polskim kościele, gdyż ten niemiecki nie wydawał się rodzicom bliski mentalnie na tyle, by czuć się tam dobrze.

Uderzające w opowieści Smiechowski jest to, jak bardzo ówczesna emigracja - totalna, bo związana z miejscem, językiem, kulturą, różni się od tej współczesnej - rozpychającej się w niemieckim społeczeństwie artyzmem, językiem, sztuką, literaturą. Podkreśla również wyobcowanie, którego oświadczają dziecięcy emigranci, nie czujący się nigdzie tak naprawdę u siebie.
Interesująca lektura.

Metryczka książki


Tytuł: My, superimigranci
Autor: Emilia Smechowski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2018
Gatunek: literatura faktu

Notka o autorze

Monika Badowska

monika badowskaAutorka istniejącego od 2006 roku bloga prowincjonalnanauczycielka.pl, z którego dowiedzieć się można o czytaniu, książkach, pisaniu, o tym, co warto i z kim poczytać oraz o zwierzakach, bez których dom staje się nudny.
Pasję związaną z czytaniem i poznawaniem literatury połączyła z życiem zawodowym.
Czyta dużo i eklektycznie. To czy książka jest papierowa, czytana przez lektora, czy stanowi – jak pisał Stanisław Lem – kryształki z utrwaloną treścią, nie wpływa na przyjemność jaką odczuwa podczas obcowania ze słowem.
Różnorodnie aktywna sportowo. Prowadzi dom tymczasowy dla malamutów i kociąt. Ceni życie w każdym z jego przejawów; jest weganką.