zwyczajne cuda

(…) właśnie po to czyta się książki – żeby mieć inne życie/życia niż to jedno, którym się żyje. Zwłaszcza gdy to jedno jest bardzo zwyczajne, zdecydowanie bez wróżkowego pyłu

 

Mała biblioteka, filia nr 5 na warszawskiej Sadybie. Luksusów – wiadomo nie ma, ale zamiłowanie do książek widać na każdym kroku. Właśnie tam pracuje Marta, młoda bibliotekarka, prowadząca klub czytelniczy „Nibylandia”. Skromne, ale wytrwałe grono uczestników regularnie znajduje czas na chwilę zadumy nad sensem przeczytanych właśnie słów. Nadchodzące święta przypominają Marcie o samotności, ale w tym roku po raz pierwszy decyduje się coś z tym zrobić i pomóc losowi. Bo z pewnością wymarzony Hugh Grant na nią czeka, tylko zabłądził…
Krzysiek żyje pracą, siedząc w biurze do późnych godzin. Życie przecieka mu przez palce każdego dnia, ale dostrzega to dopiero, gdy widzi, że inni żyją inaczej – bardziej radośnie, rodzinnie. A gdyby tak spróbować, dać sobie szansę i pójść na zupełnie przypadkowe spotkanie?

Świąteczna książka „Zwyczajne cuda” nie jest typową historią romantyczną, w której w zimowej zawierusze główni bohaterowie od razu wpadają na siebie i iskrzy, że hej! Tutaj Marta i Krzysiek szukają, próbują, by uświadomić sobie wreszcie, czego w życiu im brakuje. Może zwyczajnej bliskości, wsparcia, dzielenia się świątecznym czasem z bliskimi? Prezentowanego szaleństwa, sprzątania, organizowania Wigilii i dawania kawałka siebie?

Obydwoje nie mają wyrazistych wzorców rodzinnych i w dorosłym życiu po prostu tęsknią za tym, co było. Krzysiek tęskni za nostalgicznym domem rodzinnym, w którym nie zmieniło się nic, odkąd wyjechał do Warszawy, skuszony wielkomiejskim życiem. Marta z kolei chciałaby odzyskać matkę, ściągnąć z niej pancerz niechęci, gorzkiego rozczarowania i pesymizmu.

 

I bardzo by chciała, żeby między nimi było inaczej,

prościej, szczerzej, matczyno-córczyno.

I że ona mamę świetnie rozumie,

bo też już wie – życie dorosłych to nie jest bułka z masłem

 

Co to znaczy kochać? Co to znaczy być szczęśliwym? Czy istnieje jedna uniwersalna odpowiedź na te pytania, które niektórzy mogą uznać za wydumane? Ale prędzej czy później, każdy będzie je sobie zadawał. Marta, chociaż oczytana, nie potrafi znaleźć definicji szczęścia. Może szuka zbyt wzniosłych słów, bo czasami miłość okazuje się taka zwyczajna.

„Zwyczajne cuda” nie tylko opowiadają o Marcie i Krzyśku, ale także i o uczestnikach „Nibylandii”. To ludzie, którzy w książkach szukają zrozumienia swojej sytuacji, lekarstwa, ale też i nadziei. Na co dzień bardzo skryci, ale poprzez rozmowy o książkach zaczynają mówić o sobie i pozorach, które bardzo mylą.

Agnieszka Jeż napisała książkę, która udowadnia, że trzeba pozwolić działać przypadkowi, korzystać z niespodzianek od losu i zaufać intuicji. Ale przede wszystkim – doceniać małe drobiazgi. Szczęście nie musi być codziennymi fajerwerkami.

Metryczka książki


Tytuł: Zwyczajne cuda
Autor: Agnieszka Jeż
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2020
Gatunek: literatura obyczajowa, romans

Notka o autorze

Anna Czupioł

anna czupiolBibliotekarka o wykształceniu wszechstronnym. Miłośniczka historii z dreszczykiem, ale to nie oznacza, że inna tematyka jest jej obca. Ostatnio zaczytuje się w kryminałach, które wychodzą spod pióra polskich pisarzy.
Lubi wiedzieć, co piszczy i świszczy w literackim świecie. Dzieli się swoimi opiniami o przeczytanych książkach na własnym blogu Literackieprzeszpiegi.pl.
Chodzą słuchy, że niepoprawna z niej gaduła, dlatego można ją spotkać w roli moderatora spotkań autorskich :)