krolowie bajek


Pamiętam, jak kiedyś na studiach (w okolicach roku 2003) byłem w bielskim Studiu Filmów Rysunkowych w ramach zajęć na studiach. Zapamiętałem osobę, która nas oprowadzała i ze smutkiem w głosie mówiła, że studio czeka... czeka na dobry czas. Czeka, aż coś się zmieni.. wtedy nie wiedziałem, o czym była mowa, ale po latach rozumiem... ale o tym może za chwilę.

Królowie bajek to jedna z ciekawszych pozycji jaką ostatnio czytałem. Autorzy opowiadają historię SFR skupiając się na ludziach i pewnym fenomenie, ale jednocześnie oszczędnie operują datami. Nie próbują przytłoczyć czytelnika ogromem faktów, ale pokazują czym tak naprawdę było studio.


Początki były trudne jak u Disney'a. Wieczny brak środków, wiedzy, problemy lokalowe, ale była chęć robienia animacji. Pasja, która momentami wygrywała z partyjnym betonem (nawet w najtrudniejszych czasach PRL). Twórcy założyciele z trudem wiązali koniec z końcem. Często głodowali, ale jednocześnie świetnie się bawili pracując. Z czasem zaczęły przychodzić sukcesy. I trzeba tu zaznaczyć, że były to sukcesy międzynarodowe, które skutkowały mocnym dofinansowaniem studia. Serie Bolek i Lolek oraz Reksio były sprzedawane na cały świat (za dewizy), a to pozwoliło studiu realizować bardziej ambitne (autorskie) projekty, które zdobywały z kolei międzynarodowe nagrody. Do lat osiemdziesiątych studio się rozrastało, ale wśród pracowników nadal krążyła idea, że studio to rodzina.. Może i tak było, ale nawet w najlepszych rodzinach zdarzają się spory, różnice zdań, kłótnie czasem przeradzające się w wieloletnie okresy ciszy i urażonej dumy. Jak to w rodzinie. Prawdziwe problemy zaczęły po zmianie ustrojowej. Spadek zamówień, wolny rynek, zalew produkcji zachodnich sprawiły, że pracownicy SFR w Bielsku mieli coraz trudniej. Były próby reanimacji, ale wewnętrzne konflikty i brak szczęścia sprawiły, że studio powoli umierało. Z czasem umierali też założyciele. Niektórzy dramatycznie. Tych tragicznych okoliczności nie znałem wcześniej.


Jednak SFR w Bielsku-Białej cudem jakoś przetrwało. Trochę się przebranżowiło, zmodernizowało, a władze Bielska-Białej z dumą odsłaniają w centrum miasta pomniki przedstawiające słynne postacie z bielskich animacji.
Czytając Królów bajek bez problemu mogłem sobie wyobrazić, jaki klimat panował w studiu, jakie relacje łączyły pracowników, jak to mogło wyglądać w rzeczywistości. Może pomogła mi w tym studencka wizyta? Myślę, że tak - lektura tej pozycji mocno mi odświeżyła tamto wspomnienie.


Ostatnio pisząc o książkach z kategorii literatura faktu często piszę o jakości wydania i ilości fotografii/rysunków. Przeważnie narzekam, ale tym razem jakość wydania jest na naprawdę dobrym poziomie. Mamy twardą oprawę, dobry papier i przyjemny układ graficzny (np. numery stron). Jest sporo zdjęć twórców, kadrów z bajek. Zdecydowanie jest to na plus. Osobiście wolałbym, by było mniej kadrów z Bolka i Lolka a ich miejsce zajęły mniej znane, ale nagradzane animacje. Czyżby to dowód na to, że nawet po śmierci Nehrebecki nadal dominuje nad Marszałkiem?
Zdecydowanie polecam.

Recenzja pierwotnie ukazała się na salomonik.eu

Metryczka książki


Tytuł: Królowie bajek. Opowieść o legendarnym studiu filmów rysunkowych
Autor: Leszek K. Talko, Karol Vesely
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2020
gatunek: literatura faktu

Notka o autorze

Szymon Szostok

szymon szostokZ wykształcenia politolog, z zawodu informatyk, a prywatnie miłośnik kina i zwierząt.
Od kilku lat prowadzi bloga salomonik.eu, na którym wylewa swoje zachwyty i frustracje dotyczące poznawanej kultury (ludzkiej również).
Lubi dobre wspomnienia i dlatego wielokrotnie ogląda te same filmy i czasem zachowuje się jak bajtel w zabawkowym.
Je mięso ;)