przy stole okladka ksiazki

Wika Filipowicz w książce "Przy stole z królem" wiedzie nas od czasów Jadwigi Andegaweńskiej, Króla Polski, po Elżbietę II, panującą dziś w Wielkiej Brytanii, odsłaniając bogactwo królewskich stołów, obyczaje związane z jedzeniem, ciekawostki i dziwności. Jeśli chcielibyście wiedzieć kto jako pierwszy na swoim ślubie miał biały tort i tym samym zapoczątkował tradycję, skąd się wzięły croissanty i który król konsultował z kuchmistrzem przygotowanie potraw, a z rozlicznych podróży przywoził nowe przepisy, to ta książka jest dla Was. Dużo wiedzy, mnóstwo fascynujących szczegółów i - jakby mimochodem - spory kawałek historii.

Tydzień Bibliotek 2020

Wywiad z pisarką

Przy stole z królem. Jak ucztowano na królewskim dworze" czyta się jak fascynującą powieść. Skąd Pani zainteresowanie stołami możnowładców?

Stoły możnowładców to jedynie mały wycinek z nadzwyczaj pojemnego tematu, jakim jest życie codzienne w minionych czasach. Na przykładzie tychże stołów najpełniej można opisać zmiany kultury jedzenia, jakie następowały na przestrzeni wieków. Przede wszystkim dlatego, że stoły ważnych osobistości były przedmiotem większego zainteresowania i dokładniej zostały opisane w źródłach. Właśnie na nie w pierwszej kolejności trafiały wszelkie nowalia, i to od wrażliwości kubków smakowych władcy zależało, czy staną się one „modne", czy też nie. Gdyby Janowi III Sobieskiemu zasmakowały ziemniaki, które kazał posadzić w swoich ogrodach, prawdopodobnie Polacy jedliby je już wiek wcześniej. A tak dopiero Stanisław August Poniatowski , wielki amator „tartufelli", uczynił je warzywem popularnym. Sobieski za to polubił kawę jeszcze zanim zaczęto się nią interesować nad Wisłą, a w czasach króla Stasia była już w naszym kraju napojem powszechnie znanym. Nawet studenci Akademii Rycerskiej, po śniadaniu, posyłali po nią do niejakiej Elżbietki.

Jak wygląda zbieranie materiału do takiej książki? Jak trudno (podejrzewam, że bardzo) jest dokonać selekcji informacji?

Informacje na temat „zawartości" stołów są zróżnicowane i odpowiadają swoim czasom. O tym, co jedli Piastowie dowiadujemy się przede wszystkim z kronik, i to nie tylko polskich autorów, lecz ze względu na elitarność umiejętności pisania informacji tych jest niewiele. Z czasów Jagiełły zachowały się natomiast fragmenty ksiąg rachunkowych – przedtem nie zawsze prowadzonych lub prowadzonych w sposób niesystematyczny – wymieniających produkty nabywane na potrzeby królewskich kuchni, ale także uwzględniających wiele informacji o okolicznościach i celu ich nabycia. W późniejszych czasach do tych źródeł dołączyła korespondencja prywatna, przede wszystkim relacje dyplomatów oraz królewskich gości. W końcu doszły do nich listy, pamiętniki, blankiety menu drukowane z okazji dworskich bankietów, relacje prasowe, a wreszcie naukowe opracowania – bazujące na w/w materiałach – wybranych zagadnień historii.

W wielu biografiach autorzy uwzględniają informacje dotyczące życia codziennego, w tym niekiedy preferencji kulinarnych opisywanych postaci, zazwyczaj jednak wtapiają się one w tło wielu innych wiadomości. W książce królewskie apetyty postawiłam na pierwszym miejscu. Zebranie tych wiadomości to przede wszystkim lektura wielu dostępnych biografii, ale także i weryfikacja informacji oraz konfrontacja ich z opracowaniami historyków. Pracy przy tym rzeczywiście sporo, ale niezwykle ciekawej i zajmującej.

Które z poznanych dzięki pisaniu książki obyczajów Panią zadziwiły? Może były takie, które zaskoczyły pozytywnie lub nie?

Spore zaskoczenie to stoły Jadwigi Andegaweńskiej i Władysława Jagiełły, przy których uwzględniano osobiste gusty i religijne powinności przedstawicieli różnych nacji i wyznań. A siadali przy nich katoliccy Polacy i Litwini, poszczący w nieco innych terminach prawosławni Rusini, Żmudzini, a nawet nieochrzczeni Tatarzy w ogóle niepraktykujący postu. Menu przygotowywanych posiłków było dostosowane do ich potrzeb – nikt nie musiał zatem znosić niechcianych wyrzeczeń ani łamać zasad religijnych. Ta wielokulturowość i poszanowanie wzajemnych zwyczajów były swego rodzaju europejskim fenomenem, często zadziwiającym gości z Europy Zachodniej

Czy w upodobaniach kulinarnych któregoś z opisywanych przez siebie władców znalazła Pani coś "swojego"? Mnie bliski okazał się być rytm dnia cesarza Franciszka Józefa :)

Chyba najzgodniej jadłoby mi się posiłek ze Stanisławem Augustem Poniatowskim. Za jego czasów, dzięki mistrzowi Paulowi Tremo, powstała kuchnia polska, odmienna od wcześniejszej sarmackiej i w dużej mierze oparta o kulinarne zdobycze Francji. Z niej z kolei wyrosła kuchnia często określana mianem „staropolskiej", stosowana w XIX i XX wieku i będąca podstawą dla tego, co gotujemy dziś. Ta właśnie kuchnia – a właściwie jej mutacja kresowa, znana m.in. z podręczników kucharskich Wincentyny Zawadzkiej – to kuchnia moich babć i dziadków, mnie także znana całkiem nieźle.
W kuchni królowej Bony natomiast odpowiadałaby mi jej rozmaitość i wykwintność, a u Franciszka Józefa - zamiłowanie do prostoty, ale jakże doskonałej i wyrafinowanej. A już kompletnie urzekła mnie preferencja Elżbiety II używania do drinków okrągłych kostek lodu, gdyż te – jak uważa królowa - wydają bardziej melodyjny i przyjemniejszy dla ucha dźwięk niż kwadratowe.

Czy w kręgu znajomych i bliskich jest Pani specjalistką od historii jedzenia? Namawiają Panią na opowieści?

Niekiedy zdarza nam się rozmawiać na ten temat. Opowiadać o historii kulinariów, owszem, lubię, ale teraz po prostu zapraszam do przeczytanie mojej książki.

Gdyby miała Pani zachęcić do lektury swojej książki Czytelników Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach, to jakimi słowami?

Historia obyczaju to przede wszystkim nauka o ludziach. A z książki „Przy stole z królem" można posiąść wiedzę nie tylko o różnych, często zaskakujących obyczajach kulinarnych władców, ale również dowiedzieć się trochę o samym sobie.

Wywiad przeprowadziła

Monika Badowska

monika badowskaAutorka istniejącego od 2006 roku bloga prowincjonalnanauczycielka.pl, z którego dowiedzieć się można o czytaniu, książkach, pisaniu, o tym, co warto i z kim poczytać oraz o zwierzakach, bez których dom staje się nudny.
Pasję związaną z czytaniem i poznawaniem literatury połączyła z życiem zawodowym.
Czyta dużo i eklektycznie. To czy książka jest papierowa, czytana przez lektora, czy stanowi – jak pisał Stanisław Lem – kryształki z utrwaloną treścią, nie wpływa na przyjemność jaką odczuwa podczas obcowania ze słowem.
Różnorodnie aktywna sportowo. Prowadzi dom tymczasowy dla malamutów i kociąt. Ceni życie w każdym z jego przejawów; jest weganką.