modlitwa do morza
Hosseini'ego, autora Chłopca z latawcem, chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Po najnowszą książkę sięgnęłam bez obaw. Miałam pewność, że poziom będzie wysoki. Nie zawiodłam się.
Objętościowo jednak książka mnie zaskoczyła. Była dość cienka w porównaniu z poprzednimi. Tekstu też niewiele. Ale tak na prawdę liczy się nie ilość a jakoś. A jakoś była prima sort. Dostałam w swoje ręce książkę dotyczącą uchodźców. Opowiada ona o rozbitej rodzinie, która zmuszona przez wojnę i prześladowania opuszcza swój dom, by poszukać nowej bezpiecznej przystani. Publikacja ta jest sprzeciwem wobec kryzysu jaki niszczy Syrię. Inspirowana była także losami trzyletniego chłopca Alana Kurdi, który zginął podczas ucieczki przez Morze Śródziemne. To hołd złożony dziecku ale także innym osobom, które poniosły śmierć podczas próby ucieczki ze swojego kraju ogarniętego wojną.

plakat promujący

Dobra wiadomość dotarła do nas w połowie września. Otóż nasza Biblioteka otrzymała dofinansowanie z Fundacji Santander, w ramach 5. edycji programu "Tu Mieszkam, Tu Zmieniam". Otrzymaną kwotę 5 tys. przeznaczymy na modernizację patio przy Filii nr 3 w dzielnicy Załęże. W naszej wizji, którą dzięki dofinansowaniu będziemy mogli zrealizować, patio zmieni się nie do poznania - stanie się miejscem, w którym wszyscy czytelnicy, od najmłodszych po najstarszych, będą spędzać mile czas. Planujemy wyposażyć patio w akcesoria, dzięki którym przemienimy to miejsce w przyjazną, pełną bujnej zieleni oazę spokoju. Zależy nam na tym, by czytelnicy poczuli się tutaj swobodnie, z przyjemnością oddawali się lekturze. Na nowym patio odbywać się będą także spotkania autorskie i podróżnicze, zajęcia dla dzieci, koncerty muzyczne. Jeśli tylko dopisze pogoda, wyjdziemy z budynku, zaczerpniemy powietrza, promieni słońca i pozwolimy, by piękne otoczenie na wszystkich nas działało pozytywnie. Już jest tam fajnie, a będzie jeszcze lepiej!

Fotografia

Tego lata luftowaliśmy swoje myśli, uczyliśmy się nicnierobienia i zażywaliśmy książkowej jogi. Odwoływaliśmy się do kultury i tradycji śląskiej, w której to dzieci przebywały na podwórkach przez większość dnia. W lipcu i sierpniu akcja Luftuj się
z Biblioteką
odbyła się w 20 filiach bibliotecznych. Tematyka spotkań była skierowana do młodych niedorosłych. Działania w filiach były prowadzone dwutorowo: dla grup zorganizowanych (przedszkoli, szkół, ośrodków, świetlic, klubów osiedlowych) oraz dla indywidualnych czytelników Biblioteki. (7-12 lat). W 356 spotkaniach ze słowem, warsztatach i zabawach literackich uczestniczyło 1148 dzieci, zaś frekwencja podczas literackiego lata wyniosła 3243. Odkryta na nowo przestrzeń nęciła dotychczasowych użytkowników nowoczesnych technologii, prostotą i kreatywnością. Podczas „luftowania” uświadamiali sobie, jak ważną rolę odgrywa powietrze, co można robić będąc na powietrzu i jak o to powietrze należy dbać. Podczas podjętych działań warsztatowych, które pozwoliły ukierunkować nasze myśli, braliśmy przykład z Dzieci z Bullerbyn (podążając za twórczością Astrid Lidgren), które spędzały na łonie przyrody cały swój czas, wymyślając kreatywne zabawy. Udowodniliśmy, że kontakt z przyrodą niesie ze sobą pozytywny wpływ na funkcjonowanie i rozwój organizmu, a także oddziałuje na odporność organizmu. Na zdrowie wyszły nam eksperymenty z nudą, artystycznie rozwijaliśmy swoje umiejętności tworząc latające maszyny, drzewa, wiatraki, komiksy, książki sensoryczne, wytwory z tektury (Tektokracja), czy kreując LUFT – Letni Ubaw Filmowych Twórców - przygody z filmem i animacją poklatkową (praca nad produkcjami, inspirowanymi lekturami oraz czytelniczą codziennością, pozwoliła spojrzeć nam na książkę jako inspirację dla twórców innych sztuk, ale również jako na źródło wiedzy
i umiejętności przydatnych w różnych aspektach życia).

ostatni wiking

Nie ma to jak chwila ochłody w upalny dzień. Szczególnie kiedy za oknem 34 stopnie, a czytelnik z anginą nosa z łóżka nie może wysunąć. W ramach ochłodzenia – mentalnego oczywiście, warto wziąć do ręki biografię niezwykłego podróżnika Roalda Amundsena. Ten fascynujący opis życia pierwszego zdobywcy Bieguna Południowego napisał Stephen Bown.

Z każdą przeczytaną stroną robi się coraz chłodniej – jaka gorączka, żaden środek sierpnia, kiedy z kartek spadają sople lodu, a w uszach słychać wycie arktycznego wiatru. Z fascynacją śledziłam zdobycie Przejścia Północno-Zachodniego. Prawie bez tchu zdobyłam z Napoleonem Strefy Podbiegunowej oba bieguny, zbierałam datki, udzielałam wykładów i …. Uciekałam przed wierzycielami! Inuici, psy zaprzęgowe i noc polarna w samym środku wakacji. Co to była za przygoda!

szklany klosz

„Szklany klosz” to ostatnia powieść znakomitej amerykańskiej poetki, uznawanej za jedną z ikon ruchu feministycznego, Sylvii Plath. Bohaterką książki jest 19-letnia Esther, odbywająca w Nowym Jorku letni staż w redakcji prestiżowego kobiecego czasopisma. Wydawać by się mogło, że to wspaniała przygoda i szansa dla dziewczyny z niewielkiego miasteczka, stojącej u progu dorosłości. Może zacząć życie niejako od nowa, zostawiając za sobą beztroskę dzieciństwa i powoli określać siebie i swoje miejsce w przyszłości. Potężny, nigdy nie zasypiający Nowy Jork, nowe koleżanki ze wszystkich stron kraju, pierwsze "dorosłe" obowiązki do wypełnienia – totalnie inny świat. Bycie szkolną prymuską już nie ma większego znaczenia – teraz trzeba być odpowiedzialną kobietą, która wie, czego chce. Ale Esther, choć drzwi do kariery stoją przed nią otworem, nie wie czego chce. Boi się przyszłości, nie potrafi pogodzić się z tym, że czuje się niedopasowana, lub, jak ja bym to ujęła – nieadekwatna. To jednak nie zblazowana nastolatka z bogatego domu, „księżniczka na ziarnku grochu”, a dziewczyna inteligentna, z głową pełną przemyśleń, pytań i wątpliwości, poszukująca własnego „ja”. Pobyt w potężnym Nowym Jorku jeszcze te odczucia eskaluje.

Jesteśmy świadkami powolnego popadania Esther w zobojętnienie. To, co wydawało się zwyczajnym znudzeniem, okazuje się niebezpieczną chorobą – depresją. „Szarpiąca” się z życiem, z samą sobą, dziewczyna trafia w końcu na oddział szpitala psychiatrycznego. Teraz to tam rozgrywają się sceny powieści…

maminsynek

Czytałam kiedyś książkę autorstwa Sochy w kooperacji z Witkiewicz (Awaria małżeńska) była dość lekka obyczajówką z dużą ilością poczucia humoru. Pomna wcześniejszych doświadczeń wybrałam tą pozycję dla mojej Mamy.
Już tytuł książki naprowadza nas na treść - będzie o zaburzonych relacjach matki i syna. Jednak wszystko jest okraszone porcją humoru i ironii.
Tytułowy maminsynek - Leander, żyje w sielankowym świecie, w którym nie ma smutku, złości i innych dzieci... A wszystkie jego zachcianki, nawet te jeszcze nie uświadomione spełnia kochająca mama. Syn dorasta... i poznaje świat relacji damsko-męskich. Niestety każda z kandydatek na potencjalną narzeczoną jest porównywana (świadomie lub nie) z rodzicielką. Aż wreszcie pojawia się ta idealna - spełnia wszystkie punkty z listy Leandra na kandydatkę na partnerkę.

nad dalekim cichym fiordem

Autorka, której książka miała premierę w 1900 roku, opisuje rodzinę lekarza mieszkającą w okręgu Balsfjord w Norwegii. Bohaterowie książki, ale i ich rodzina mieszkająca w innych regionach kraju, określa okolice Tromso, jako Daleką Północ. Cóż, jest Daleka, skoro zima trwa tam dziewięć miesięcy.

Opowieść o tym, jak wygląda codzienne życie w krainie śniegu i wiatru jest uroczo staroświecka. Rodzina spędza czas głównie w swoim towarzystwie i choć w pracy w domu zawsze jest dużo (szczególnie przy czwórce dzieci) to rodzice znajdują bez kłopotu czas, by towarzyszyć dzieciom, by z nimi czytać lub by, po prostu, obserwować ich zabawy.

Jeden z rozdziałów książki poświęcony jest wieczorowi wigilijnemu. To jedyny dzień roku, w którym dzieciom wolno nie wstawać wcześnie z łóżka i w którym mogą wypić poranną kawę w pościeli. Koło południa rodzina wraz z przyjaciółmi zjada uroczyste śniadanie, a później, nie kłopocząc się o wielość spraw do zrobienia, wszyscy wychodzą na spacer:


"Ku północy niebo zabarwia się ciemnym błękitem, ale dalej mieni się tysiącem cudnych odcieni, dochodząc do jaskrawopurpurowego złota. Ani jeden powiew wiatru nie marszczy powierzchni wody; roztacza się toń gładka jak zwierciadło, cicha jak dusza dziecka i odbija najdokładniej grę barw niebios."
[s. 88]

pragnienie

Mój pierwszy kontakt z komisarzem Harry'm Hole. Nie chciałem zaczynać jego przygód od najnowszej, już jedenastej, części, ale pragnienie przeczytania nowości okazało się silniejsze. Pragnienie by być na bieżąco z tym wszystkim, o czym teraz się mówi. Pragnienie zwyciężyło. W zasadzie to o tym jest ta powieść. O pragnieniach, które każdy z nas ma w sobie, które czasem tłumimy, ale w sprzyjających okolicznościach pozwolimy na ich realizację. Nie będziemy liczyć się z bilansem zysków i strat. Zostanie tylko zaspokojenie pragnienia. Muszą tylko zaistnieć sprzyjające uwarunkowania. Tak niewiele potrzeba by hamulce przestały istnieć.
Hole jest już na zasłużonej emeryturze, ale musi z niej powrócić by po raz kolejny pomóc w śledztwie. Po mieście grasuje seryjny morderca, który za pomocą nietypowej szczęki okalecza swoje ofiary. Dochodzenie musi być przeprowadzone bardzo sprawnie - ofiar przybywa, a śledztwo może mieć wpływ na politykę.

ciasto ze szczypta

Są ludzie, który wierzą w dobroć i magię, taką codzienną. Taką, którą sami tworzymy rozsiewając wokół siebie dobre słowo, dostrzegając innych ludzi i ich problemy. Taki jest właśnie główny bohater - Oscar Dunleav. Chłopak, który z dobroci serca potrafi upiec ciasto jabłkowe tylko po to, by wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. Pewnego dnia chłopiec znika. Właściwie chodzą słuchy, że utonął.
Poznajemy Oskara w momencie, gdy pociesza swoją przyjaciółkę Meg. Dziewczyna przeżywa wyprowadzkę na pół roku na drugi koniec świata. Chłopak sam ma niełatwą sytuację - wychowuje go tata, który po śmierci żony nadal jest załamany; brat jest niepełnosprawny, a teraz jego przyjaciółka wyjeżdża. Jednak jest pełen optymizmu, że nowa sytuacja przyniesie coś dobrego. Pustkę po Meg powoli zapełnia nowa sąsiadka Paloma - dziewczyna, która niestety wplata w tą piękną historię nici kłamstwa, intryg i poczucie bycia gorszym. Wszystko wokół Oskara się zmienia. Psują się jego relacje z Meg. On sam traci swój optymizm, ogarnia go żal, smutek i pustka. Gdy znika, wszyscy wierzą w jego śmierć. Tylko Meg ma wątpliwości i zaczyna poszukiwania...

glebia mankell

„Głębia” to niekryminalna powieść Henninga Mankella, autora znanego m.in. z serii książek o komisarzu policji Kurcie Wallanderze. Akcja „Głębi” ma jednak zupełnie inny klimat, niż przygody tropicieli przestępców w Ystad.
Rzecz dzieje się w czasie pierwszej wojny światowej. Głównym bohaterem jest Lars Tobiasson-Svartman, oficer marynarki wojennej i uznany szwedzki hydrograf, który co jakiś czas otrzymuje od zwierzchnictwa tajne zlecenia do wykonania. Zajmuje się on mierzeniem głębokości dna Morza Bałtyckiego u wybrzeży Szwecji, by kapitanowie okrętów wojennych szwedzkiej marynarki wiedzieli w którym miejscu, w sposób niewidoczny dla wroga, będą mogli wypłynąć w morze bez obaw o to, że ugrzęzną w płyciźnie. Praca Larsa Tobiassona-Svartmana jest jego pasją – odkrywanie nieodkrytego, uaktualnianie map hydrograficznych, wytyczanie szlaków żeglownych, wielotygodniowe rejsy dzięki którym nie musi spędzać czasu w domu… Ponieważ Lars to nie tylko oddany pracy pasjonat. To również mąż, który lepiej czuje się w oddaleniu od żony, Kristiny, wg niego wycofanej, pełnej rezerwy i nudnawej kobiety.
Podczas jednej z ekspedycji, Lars postanawia zwiedzić pobliską wysepkę Halsskär. Ze zdumieniem zauważa małą chatkę, otoczoną zadbanym ogródkiem, co każe mu myśleć, iż uważana dotąd za bezludną, wysepka jest jednak przez kogoś zamieszkana. Okazuje się, iż mieszka tam młoda kobieta, Sara Fredrika, która, odkąd Lars ją zobaczył, staje się jego obsesją.

wiesci

Postanowiłam sobie przy okazji wyzwania choinkowego odświeżyć prozę Williama Whortona. Czytany dawno temu, w licealnych czasach zdumiewał śmiałością, odwagą pisania o - jak mi się wówczas wydawało - wszystkim, co ludzkie, lekko szokował tym, jak wiele z jego życia wkłada do książek. Czy dziś odbieram Whortona inaczej?

"Wieści" to opowieść o Bożym Narodzeniu spędzanym tradycyjnie w młynie we Francji. Jest w nim woda, rachityczne grzejniki elektryczne, kominek, ale też gołe kamienne ściany i brak cywilizacji. Will i Loretta zapraszają na Święta troje swoich dzieci mieszkających już poza domem, bo obecność czwartego dziecka - piętnastoletniego syna - jest oczywista. Każdy z członków rodziny Kellych przyjechał do starego młyna z balastem. Przywieźli ze sobą myśli o sprawach trudnych, lęki, pragnienia, których spełnienia na próżno by oczekiwać, urazy, niepewność. Z tego, co mają ze sobą - a może właściwiej byłoby powiedzieć - w sobie, próbują ulepić dobre, szczęśliwe chwile Bożego Narodzenia. Elementem spajającym rodzinę jest Will Kelly, który z racji swojego zawodowego rozmiłowania w filozofii traktowany jest przez pozostałych członków rodziny nieco pobłażliwie.

nowy jork zbuntowany

Na pozycję przypadkiem trafiłem w małej księgarni. Pobieżne przewertowanie stron sprawiło, że książka musiała trafić na moją domową półkę.
Lubię wszystko co wiąże się z historią Stanów Zjednoczonych. Zwłaszcza z dwudziestym wiekiem.
Prohibicja to temat rzeka - miała uzdrowić amerykańskie społeczeństwo, a paradoksalnie przyczyniła się do rozbudowania mafii, przestępstw przemytniczych, ale przede wszystkim do wielkiej ilości zatruć i śmierci związanych z piciem alkoholu z niewiadomego źródła.

klopot z kobietami

My kobiety mamy słabe ręce, nogi też nie lepsze. Słabo myślimy, zresztą jak już zaczniemy to zawsze spowodujemy jakieś kłopoty. Brak nam "owłosienia geniusza" – czytaj brody. Lepiej w ogóle nie otwierać ust. Stworzono nas byśmy siedziały w domu, możemy szydełkować. Temu jeszcze jesteśmy w stanie podołać.
Brzmi strasznie? Tak, niesprawiedliwie i podle, ale tak przez wieki oceniali nas mężczyźni. I o tym jest też książka Kłopot z kobietami. Autorka w dość malutkiej publikacji, za to pełnej rysunków przybliża nam spojrzenie mężczyzn na świat kobiet. Obraz jest przepełniony "mądrymi" myślami mężczyzn, dość znanych - powiedzmy sobie szczerze, to są postacie, które tworzy historię, które były przyczynkiem do zmian dziejących się w świecie. I okazuje się, że jednak i "owłosieni geniusze" mogą się mylić.

nieobecnosc

Rzadko sięgam po nowości książkowe. Trochę dlatego, żeby nie „zabierać” czytelnikom dostępu do nowych książek, trochę dlatego, że lubię poczytać na spokojnie, w swoim czasie, już bez tej wrzawy wokół, która towarzyszy niektórym premierom. Tym razem zrobiłam wyjątek, a to dlatego, ponieważ zaskoczyła mnie informacja o chorobie świetnej reżyser Magdaleny Piekorz, o której głośno zrobiło się w ubiegłym roku (o chorobie; Magdalena Piekorz jest artystką znaną już od dawna). Wykańczająca walka z boreliozą wyłączyła ją z życia zawodowego i prywatnego na ponad dwa lata, o czym zdecydowała się powiedzieć publicznie, by położyć kres naiwnemu i szkodliwemu podejściu do tej choroby, jakoby nie była ona wcale groźną i trudną do wyleczenia. Idąc za ciosem, po udzieleniu wielu wywiadów w mediach, Magdalena Piekorz, we współpracy z pisarką Ewą Kopsik, napisała powieść zatytułowaną „Nieobecność”. I właśnie po tę książkę sięgnęłam, gdy tylko pojawiła się w Bibliotece. To fikcyjna historia, lecz oparta na przeżyciach i wspomnieniach Magdaleny Piekorz, z najgorszych momentów walki z chorobą.
Autorki opowiadają historię Poli, młodej baletnicy u progu światowej kariery – dziewczyna dostaje w operze wymarzoną solową partię w pierwszej obsadzie, i to w premierowym przedstawieniu. Szczęści się jej również prywatnie, ponieważ poznaje Krzysztofa, z którym dość szybko tworzą udany i zgodny związek. Ale, jak to w życiu, nic nie trwa wiecznie… Pewnego dnia Pola, po powrocie z treningu, zaczyna czuć się źle. Bardzo źle. To, co początkowo wzięła za zwykłe przetrenowanie, było pierwszymi objawami tajemniczej choroby. Mogłabym zdradzić więcej, ale zatrzymam się w tym miejscu. Nie ma sensu mówić o pogarszaniu się stanu zdrowia Poli, o tym, jak walczyła o postawienie prawidłowej diagnozy, o tym, jak zmieniło się życie jej i Krzysztofa. Nie ma sensu o tym mówić, ponieważ chcę, abyście przeczytali tę książkę i sami poznali tę historię. Myślę, że wtedy i jej tytuł – „Nieobecność” – stanie się dla Was zrozumiały. I oczywisty. Bo tytuł ten, wg mnie, jest idealny.

deutsche nasz

„Deutsche nasz” autorstwa Ewy Wanat to przystępne i świetnie dopracowane reportaże o życiu nowych Niemiec i Berlina wielu barw: skóry, wyznania, orientacji seksualnej. Ta książka to opowieść o przepracowanych i nie przepracowanych traumach związanych z Holocaustem, II Wojna Światową, imigrantami oraz współczesnymi uchodźcami. Willkommenspolitik, gastarbeiterzy i ich potomkowie, LGBT i sexwork, a także demokracja, bezpieczeństwo, opieka socjalna – wszystkie ważne tematy, którymi żyją reporterzy, publicyści, socjologowie, politycy i zwykli obywatele. Historie Polaków, Niemców, Turków, Syryjczyków pełne prostych domowych problemów, szukania akceptacji i zrozumienia oraz strachu – przed słowna agresją, pobiciem, deportacją.

trybunal dusz

Po ten tytuł sięgnąłem skuszony twórczością Donato Carrisi, który niedawno nakręcił całkiem udaną Dziewczynę we mgle.
Trybunał Sumienia to tajna kościelna organizacja, której celem jest ściganie morderców, którzy pewni swego uciekają przed sprawiedliwością. Organizacja, której głównym źródłem informacji jest spowiedź. Spowiadają się mordercy, świadkowie, osoby zamieszane - wszyscy naiwnie wierzą, że obowiązuje tajemnica.

"Ja wierzę w istnienie Stwórcy, ale nie wierzę w życie po śmierci. Dlatego czuję, że mam prawo go nienawidzić"

pociagiem historie

Historie bez słów to seria wydawnictwa Zakamarki, w której znajdziemy książki obrazkowe. To dość specyficzne publikacje, gdyż nie zawierają tekstu. Pełno za to w nich obrazków. I to dzięki obrazkom my sami tworzymy własną opowieść. Może w niej być mnóstwo szczegółów, a może być krótka - wszystko dostosowujemy do potrzeb dziecka, dla którego przeznaczona jest historia. Dlatego te książki są uniwersalne.
Tym razem w moje ręce wpadła pozycja o podróży pociągiem. Widzimy lokomotywa z wagonem i kilkoma pasażerami. Na stacjach dosiadają się nowe postacie (ludzie i zwierzęta), pociąg przejeżdża tunelem, polami... Ot zwykła podróż, ale ile w niej zawrzemy zależy od nas.

ta jedna milosc

Już po przeczytaniu kilkunastu stron zaczęłam się zastanawiać, czy lektura tej książki zrobi więcej dobrego niż złego czytelniczkom. Chciałam zrezygnować z lektury, uznałam jednak, że przekonam się, jak bardzo zamysł autorki wpisuje się w obowiązujący - i coraz bardziej potępiany - schemat.

Cztery przyjaciółki. Jedna już zamężna, spodziewa się dziecka, druga właśnie bierze ślub, trzecia dąży ku ołtarzowi mając uroczego mężczyznę obok siebie, a czwarta... No właśnie, czwarta jest nieco nieudana. Solidny związek, jedyny w jej życiu, zawiązała z czekoladą. Dzielnie temuż związkowi kibicuje kanapa, na której Florka zasiada po pracy, by bezrefleksyjnie oglądać seriale, zagryzając a to czekoladką, a to czymś innym słodkim, co jednak w sobie czekoladę posiada. Florka przed samą sobą, a szczególnie w obliczu konieczności wbicia się w piękną suknię na ślub przyjaciółki, przyznaje, ze jest obrzydliwa, gruba, nieatrakcyjna i w ogóle wstrętna. Przyznaje i refleksje zagryza czekoladą. Przyjaciółki widzą męki dziewczyny i postanawiają jej pomóc. Wykupują jej wczasy odchudzające, II stopnia, dla zaawansowanych, pełne treningów, a wiedząc, że jej aktywność fizyczna ogranicza się do docierania do pracy oraz wstawania z kanapy, chcą przed nią ukryć, gdzie ją wysyłają. Upijają Florkę, a gdy ta - pijana, z rozmazanym makijażem i gruba (ta informacja powtarza się wciąż i wciąż, na wypadek gdybyśmy chcieli o niej zapomnieć) - podpisuje zgodę na uczestnictwo w miesięcznym turnusie, nie ma już odwrotu. Przyjaciółki wspierają Florkę duchowo i mentalnie, jedna z nich doradza jej podczas kompletowania garderoby (zdradzając nieco przy okazji, że młoda kobieta nosi rozmiar 46).

co nas nie zabije

Pamiętam, że Trylogia Millenium kiedyś cieszyła się wielkim uznaniem. Świetnie napisana, wielowątkowa saga wciągnęła miliony czytelników na całym świecie. Stieg Larsson nie doczekał sukcesu, zmarł na zawał serca tuż przed wydaniem pierwszego tomu trylogii. To wszystko wie niemal każdy. Millenium okazało się niesamowicie dochodową serią, którą opłacało się kontynuować. W grę wchodziły olbrzymie pieniądze. Wieloletnia partnerka Stieg'a nie chciała kontynuacji, ale w obliczu prawa była dla pisarza obcą osobą. Rodzina, która wygrała batalię sądową, szybko zdecydowała się na kontynuację. Wynajęto pisarza, który bazując na notatkach Larssona, napisał czwarty to sagi. Książka jeszcze przed wydaniem wzbudziła wiele kontrowersji. Początkowo nie planowałem sięgać po ten tytuł, ale po czasie zacząłem sobie zadawać pytanie: dlaczego miałbym tego nie przeczytać? Może jednak warto?

czarnobyl

26 kwietnia 1986 roku nastąpiło rozerwanie i pożar reaktora nr 4 w elektrowni jądrowej. Wielka tragedia, w której bezpośrednio zginęło 31 osób (pracowników), ponad 200 zachorowało na chorobę popromienną. Stworzona także zamkniętą strefę ochronna w promieniu 30 km, ewakuowano mieszkańców - ponad 350 tysięcy ludzi.

Znając historię, dostaje komiks w rękę i mam... pewne obawy czy warto otwierać tą publikację.

Warto. Na pierwszych kartach mamy ogólny zarys historyczny, co mniej wtajemniczonym pomoże zrozumieć zawarte w nim treści, a tym wtajemniczonym przypomną kilka faktów.

Cała publikacja podzielona jest na trzy części. Poznajemy historię "staruszków" żyjących sobie spokojnie na wsi, wspominających córkę mieszkającą w mieście. Żyją spokojnie, opiekując się sobą nawzajem. Widzą wybuch... Martwią się w rodzinę. Gdy przychodzą służby odpowiedzialne za ewakuację mieszkańców, proszą tylko by nie burzyć ich domu. Wracają po niedługim czasie...